Jeśli jakieś ugrupowanie w III RP zapracowało na miano partii władzy, to jest nią niewątpliwie PSL. Choć fotel premiera mieli tylko przez dwa lata (1993–1995), ludowcy uczestniczyli w siedmiu koalicjach rządowych, co łącznie daje około 18 lat współrządzenia państwem, z całym pakietem ministerialnych stanowisk. Jeszcze mocniej PSL zakorzeniony jest w samorządach. Symboliczną postacią dla tego zjawiska wciąż pozostaje Adam Struzik, który w grudniu będzie obchodził 25-lecie nieprzerwanego „marszałkowania” województwu mazowieckiemu. Ale coraz więcej wskazuje na to, że polityczna koniunktura dla PSL się kończy. Tym razem Władysław Kosiniak-Kamysz nie może już powtórzyć słynnego partyjnego sloganu: „Po następnych wyborach będzie rządził nasz koalicjant (ktokolwiek nim będzie)”. PSL przestał mieć zdolność partii obrotowej, stał się trwałym elementem obecnego obozu władzy, stopniowo tracąc w nim autonomię. Dziś nie ma ani siły, ani odwagi, by podjąć jakąś samodzielną grę. Być może ludowcom pozostała już jedynie walka o dobre miejsca na wspólnej liście z Koalicją Obywatelską. Właśnie ruszyły rozmowy na ten temat.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








