Wydarzenie medialne przed Pałacem Prezydenckim w pierwszą rocznicę zaprzysiężenia Karola Nawrockiego wywołało mnóstwo komentarzy. Polityków opozycji zainteresował rachunek za imprezę, dziennikarzy nieprzepadających za prezydentem – udział w niej innych dziennikarzy. I chyba tylko Jan Rokita zwrócił uwagę na zjawisko bez precedensu w polskiej polityce: że Karol Nawrocki przez ten rok osiągnął status autentycznej gwiazdy i ma już swój fandom, czyli społeczność fanów połączoną silnym zaangażowaniem emocjonalnym. Nie jest ona tożsama jedynie z elektoratem prawicy, zjawisko w ogóle ma charakter metapolityczny, związany nie tyle nawet z programem, głoszonymi hasłami, co z osobowością prezydenta i jego – nomen omen – historią. Okazuje się, że coś, co miało go zabić, wzmocniło na tyle, że wszelkie kampanie mające na celu kompromitowanie Nawrockiego przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego. Konsolidują fandom.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








