Miejsce Maryi w Kościele było i jest niezwykle ważne. A to dlatego, że Bóg uczynił Ją znakiem nadziei dla całego świata. Była nim już wtedy, gdy zgodziła się na poczęcie Syna Bożego, stając się pomostem między pragnieniem całego stworzenia a zbawieniem. Jest nim również dzisiaj, skoro pod koniec swojej wędrówki przez życie została wzięta z ciałem i duszą do nieba. Nie zaznała zniszczenia w grobie. Dlatego kontemplujemy w niej pełnię życia czekającą nas, którzy idziemy za Chrystusem.
Choć w Piśmie Świętym nie znajdziemy wyraźnego świadectwa ostatnich dni życia Maryi, to jej wniebowzięcie pozostaje „prawdą objawioną przez Boga” (veritatem esse a Deo revelatam). Orzeczenie papieża Piusa XII, który uczynił wiarę we wniebowzięcie NMP dogmatem, czyli treścią pewną i obowiązującą, jest tyleż ważne, co zdumiewające. Oznacza ono, że w 1950 roku Kościół jedynie ogłosił coś, co ludziom odsłonił sam Bóg, a nie człowiek. Prawda o wniebowzięciu kształtowała się jednak w Kościele stopniowo. Początkowo była małym ziarenkiem, ukrytym w innych prawdach maryjnych. Duch Święty musiał sprawić, aby wyrosła na dojrzały kłos.
Rozwikłać tajemnicę
Ciekawe, że starożytny Kościół, żywiący tak wielką cześć dla świętych i męczenników, nigdy nie przechował najmniejszej nawet relikwii po Maryi. Można wskazać jedynie welon lub szatę zwaną maforionem, co do których przypuszcza się, że mogły należeć do Matki Jezusa. Zderzamy się tutaj jednak z brakiem jakichkolwiek relikwii pierwszego stopnia. Jeśli weźmiemy pod uwagę realia życia ówczesnych chrześcijan, było to czymś zadziwiającym, naturalnie budząc szereg pytań.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








