Unikatowe obrazy Christophera Nolana potrzebują unikatowej muzyki. Tworzy ją Szwed o polskich korzeniach. Praca Ludwiga Göranssona zwykle wiąże się z wychodzeniem w nieznane, poza kompozytorską strefę komfortu. Tak było też w przypadku „Odysei”, obrazu zanurzonego w greckich mitach. Reżyser zasugerował Göranssonowi, by zrezygnować z orkiestry. Rozpoczęły się poszukiwania dźwięków, które najlepiej dopełnią nowe dzieło. Akcja rozgrywa się w późnej epoce brązu. Szwed postarał się więc o 35 brązowych gongów. Wykorzystał też dźwięki z otoczenia. Uderzał w poręcze, klimatyzatory, elementy złomu. I sięgnął po instrumenty znane w starożytności, jak grecka lira czy – złożony z dwóch piszczałek – aulos. Partie śpiewu nagrano z udziałem m.in. Jamesa Blake'a. Wcześniej Göransson pracował przy „Oppenheimerze”. Imię Ludwig otrzymał na cześć Beethovena. Jego mama jest florystką z Polski. Tata gitarzystą ze Szwecji. To on udzielił 6-letniemu Ludwigowi pierwszych lekcji gry. Później chłopiec godzinami ćwiczył szybkie solówki. Następnie poznał jazz i improwizację. „Wreszcie wkręciłem się w muzykę filmową, bo można ją pisać w każdym stylu” – wspomina Ludwig Göransson w dokumencie o kulisach muzyki do „Czarnej Pantery”. Kompozytor szukał wtedy inspiracji w Senegalu, wśród lokalnych twórców. Rdzenne melodie spleciono z orkiestrą symfoniczną i głosem raperów.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








