Mateusz Morawiecki rozpoczął działalność polityczną na własny rachunek. Na razie w formule stowarzyszenia Rozwój Plus założonego przez grupę dysydentów z PiS. I choć jeszcze trwa rywalizacja o to, kto poniesie przed wyborcami odpowiedzialność za rozpad największej siły centroprawicowej, coraz wyraźniej widać, że proces dekompozycji sceny politycznej w Polsce to coś więcej niż kłótnia w rodzinie. Nie jest wykluczone, że ruch Morawieckiego jest pierwszym klockiem domina, zapowiadającym zmiany dużo dalej idące niż dziś nam się wydaje. Bo takie też są oczekiwania wyborców zmęczonych dwoma dekadami bardzo silnej polaryzacji. „Nie ma dzisiaj hegemona na prawicy. Musimy uczyć się współpracować” – mówił po wyrzuceniu lub odejściu z PiS (proszę podkreślić właściwą odpowiedź) były premier. Dziś brzmi to jak polityczna herezja i wciąż nie brak komentatorów wróżących środowisku Morawieckiego los podobny do tego, jaki spotkał Solidarną Polskę oraz PJN, czyli marginalizację i powrót synów marnotrawnych do hegemona. Ale coraz więcej znaków zapowiada, że to rynek politycznych idei czeka na nowe otwarcie, a Rozwój Plus jest odpowiedzią na realnie istniejący popyt.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








