Grzech pierworodny. To jeden z najbardziej zapomnianych dogmatów. Albo błędnie rozumianych. Bez prawdy o odwiecznej „chorobie” świata nie rozumiemy, że potrzebne jest „lekarstwo”, którego żadna Big Pharma nie wytworzy. Może je dać tylko Kościół. Bez uznania prawdy o grzechu pierworodnym nie da się zrozumieć ani świata, ani tym bardziej misji Kościoła.
Nie trzeba wielkiej teologii, żeby zobaczyć, że z nami i ze światem jest coś nie tak. Wystarczy posłuchać wiadomości. Słyszymy obietnice zbudowania lepszego, sprawiedliwszego świata, a jednocześnie promuje się uzależnienia, wymyśla nową broń, posługuje się kłamstwem i przemocą, a wszystko pod hasłami o wyzwoleniu. Postęp techniczny nie idzie w parze z postępem moralnym. Język praw człowieka bywa używany przeciw człowiekowi (patrz: aborcja, eutanazja).
A jeśli ktoś woli mniej globalne przykłady, wystarczy uczciwie spojrzeć we własne serce. Wiemy, że powinniśmy czynić dobro i chcemy je czynić. A jednocześnie ulegamy skłonności do egoizmu, przemocy, do czynienia tego, co nam się podoba, nawet jeśli jest to przeciwko dobru, Bogu i bliźniemu. Nikt lepiej nie ujął sprzeczności wpisanej w ludzką naturę jak św. Paweł: „Łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7,18-19).
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








