Napastnik naszej reprezentacji w końcu strzelił dwa premierowe gole dla swojego nowego klubu Chicago Fire. Zrobił to w pierwszym domowym meczu na stadionie „Strażaków” (dwa poprzednie, wyjazdowe, zakończył bez udziału w bramkach). Wprawdzie nieraz już pisałem, że bardziej interesują mnie gole Portugalczyków czy Hiszpanów strzelane w polskich klubach (a więc pracujące na pozycję polskiej ligi) niż nawet najlepsze gole Lewandowskiego pracujące na pozycję hiszpańskiej, wcześniej niemieckiej, a teraz amerykańskiej ligi. I że bardziej ucieszyłby polskich kibiców powrót „Lewego” na „stare lata” do Lecha Poznań niż kontrakt w MLS. A jednak, mimo wszystko, to jego przełamanie się w nowym klubie cieszy, z czysto sportowych i ludzkich powodów. Pan Robert zasłużył na to, by nadal udawało mu się to, co udawało się przez ostatnie lata kariery.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








