Do Ceuty, hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej, wdarło się ponad 60 tys. migrantów z sąsiedniego Maroka. Większość wróciła już do domu. Kompletna bezradność władz hiszpańskich, które pomimo tego, że były ostrzegane o przygotowaniach do gigantycznego napływu nielegalnych migrantów, nie zrobiły nic, aby temu przeciwdziałać, spotkała się z krytyką przywódców państw unijnych. Z inicjatywy Włoch i Danii rządzący 22 krajów UE we wspólnym liście do szefów instytucji unijnych napisali m.in.: „Nie możemy pozwolić, aby niekontrolowane masowe przekraczanie granic, instrumentalizacja migracji lub inne zagrożenia hybrydowe stworzyły wrażenie, że nielegalny wjazd do Unii Europejskiej jest możliwy. Że nielegalny wjazd migranta może przekształcić się w legalny pobyt. Takie postrzeganie zachęcałoby do dalszych prób, podważałoby zaufanie do naszej wspólnej polityki migracyjnej i miałoby konsekwencje dla wszystkich państw członkowskich”. Na tym przykładzie widać, jak w ciągu ostatnich lat zmienił się język i sposób reakcji unijnych przywódców na kryzys migracyjny. Gdyby latem 2015 r., kiedy do Europy podążała ogromna masa nielegalnych migrantów, przywódcy unijni działali tak, jak dzisiaj chcą, aby reagowały władze Hiszpanii, nie byłoby kwestii migracyjnej w tym wymiarze, który mamy obecnie. Nie byłoby także sukcesu partii radykalnych, jak niemiecka AfD, budujących swą popularność na bezczynności liberalnych elit europejskich. Wtedy tylko premier Węgier Viktor Orbán miał odwagę powiedzieć, że granic Węgier, będących zewnętrznymi granicami Unii Europejskiej, nielegalnym migrantom przekraczać nie wolno. Dzisiaj unijni przywódcy mówią językiem byłego premiera Węgier i wszyscy uważają, że taka reakcja jest prawidłowa. Szkoda, że o 10 lat za późno.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








