Chronologia jest następująca:
3:40 - w polskiej przestrzeni powietrznej pojawia się niezidentyfikowany obiekt zza wschodniej granicy.
3:46 - obiekt znika z radarów (po czasie wiemy, że uderza w pole na Lubelszczyźnie, tworząc 10-metrowy krater uderzeniowy)
3:50 - w Lublinie i Krasnymstawie włączone zostają syreny alarmowe. Po kilku minutach alarm został odwołany.
Na porannej konferencji prasowej premier, minister obrony i generałowie zapewniają, że państwo zareagowało wzorowo. "Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot" - oświadczył premier Donald Tusk i dodał: "Nie było bezpośredniego zagrożenia w związku z tym, że rakieta spadła w terenie niezabudowanym".
Faktycznie polskie F16 operowały w powietrzu już od 2 w nocy, obserwując sytuację na granicznym niebie.
"Jeden z samolotów F-16 otrzymał polecenie przechwycenia obiektu, który naruszył polską przestrzeń powietrzną; znalazł się tam dokładnie kiedy pocisk uderzył w ziemię; gdyby rakieta kontynuowała lot, podjąłbym decyzję, by ją zestrzelić" - podkreśla gen. Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych.
Jeśli jednak państwo zadziałało tak perfekcyjnie to warto zadać kilka pytań, na które odpowiedzi jak dotąd nie udzielono.
1. Z komunikatu wynika, że rzeczywiście ośrodki radiolokacyjne obserwowały wcześniej ruch kilkunastu obiektów powietrznych w pobliżu polskiej granicy, a o godzinie 3:29 jeden z nich znalazł się najbliżej polskiej granicy - w odległości ok. 5 km, po czym skierował się na wschód. Dopiero 11 minut później, o 3:40 wykryto obiekt znajdujący się już w polskiej przestrzeni powietrznej. Co w praktyce oznacza jego niewykrycie przed przekroczeniem granicy? Nie mamy pełnego pokrycia granicy zasięgiem radarów?
2. Jeśli latające bezpośrednio granicy rakiety wojsko obserwowało już przed godziną 3:29, a zabłąkany (lub celowo wysłany w tym kierunku) pocisk zniknął z radarów i uderzył w ziemię w Tarnawie Kolonii o 3:46, to w jakim celu uruchomiono syreny alarmowe o 3:50? Na zabłąkaną rakietę było już za późno. Na "wszelki wypadek" w związku z tymi, które obserwowano wcześniej - również. Wygląda to tak, jakby syreny poszły w ruch dopiero po fakcie przeoczenia pocisku, na wszelki wypadek, gdyby jednak doszło do zniszczeń.
3. Brakuje informacji jak zachowali się mieszkańcy obu zaalarmowanych miast: czy wiedzieli jak w takiej sytuacji się zachować? Czy - nie tylko w Lublinie i Krasnymstawie - ludzie zostali przeszkoleni, jak zachować się w takiej sytuacji? Odpowiedź na to pytanie doskonale znamy wszyscy...
4. Jeśli realnych i skutecznych szkoleń jak dotąd nikt nie przeprowadził, to dlaczego nie wysłano alertów RCB z podstawową informacją jak się zachować? Systemowo państwo ostrzega przed każdą prognozą burzowej pogody, a nie potrafi poinformować o tym, że nad naszymi głowami latają uzbrojone rakiety?
Pośrednio odpowiedź na to pytanie dał gen. Nowak:
- W przypadku sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia w nocy, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych ma obowiązek powiadamiać o niej Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które podaje informacje w celu powszechnego ostrzegania obywateli w regionach zagrożonych - powiedział Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych i wskazał, że zgodnie z procedurą w woj. lubelskim włączone zostały syreny alarmowe. Wojsko więc RCB poinformowało.
Proszę mnie źle nie zrozumieć - sytuacja, z jaką mieliśmy dziś w nocy do czynienia nie jest prosta i zero-jedynkowa. Nadmiarowe używanie syren może spowodować histerię lub odwrotnie - zobojętnić społeczeństwo na tego rodzaju alarmy. Być może więc państwo zareagowało zgodnie z procedurami i najlepiej, jak w tej sytuacji można było zareagować. Ale każda tego rodzaju sytuacja powinna być okazją do analizy sprawności naszego systemu reagowania i to na kilku poziomach: od wojskowego, przez system ostrzegania społeczeństwa, po to, jak zwykli ludzie radzą sobie z takimi ostrzeżeniami i czy wiedzą, co właściwie powinni zrobić w podobnej sytuacji. Dopiero po przeanalizowaniu tych kwestii można z czystym sumieniem ocenić, jak zareagowaliśmy jako państwo.
Służby w miejscu uderzenia rakiety.
PAP/Wojtek Jargiło








