Św. Piotr Faber (1506–1546) urodził się jako prosty góral. Jako dziecko pasł owce na alpejskich łąkach w Sabaudii (na wschód od Genewy). I na tym mogłoby upłynąć całe jego życie, gdyby nie wujowie, którzy byli zakonnikami – kartuzami. Przekonali oni rodziców, żeby posłali Piotra do szkół. Szło mu tak dobrze, że pojechał na studia na paryskiej Sorbonie. Zdobył tam bardzo solidne wykształcenie humanistyczne. Poza filozofią, łaciną i greką studiował także Pismo święte. Jeden z jego paryskich profesorów Jan de la Peña cenił go tak bardzo, że kiedy nie wiedział, jak tłumaczyć trudne miejsca z języka greckiego, prosił o pomoc Piotra Fabera.
Otworzył swą duszę
Podczas studiów w Paryżu Piotr poznał Ignacego Loyolę. Należał do siedmioosobowej grupy będącej zalążkiem jezuitów. Gdy 36-37-letni były żołnierz z Loyoli dopiero uczył się łaciny (razem z dziećmi!), Piotr Faber był już człowiekiem świetnie wykształconym. I to on tłumaczył Ignacemu zawiłości filozoficzne.
– Kiedyś, tłumacząc Ignacemu tezy Arystotelesa, Piotr nagle przerwał i otworzył przed nim swoją duszę. Wyraził niepokoje, wątpliwości co do wyboru drogi życiowej (księdza? lekarza? prawnika?) – mówi ks. dr Wójtowicz.
Opisane wyżej spotkanie było pierwszym krokiem ku odprawieniu przez Piotra ćwiczeń duchowych według metody Ignacego. – Loyola przelał tę metodę w serce Fabera, a on… jakby całe życie na to czekał. Potrzebował bowiem uporządkowania swojego życia. Jego delikatna, wrażliwa osobowość, potrzebowała ukierunkowania na Pana Boga, wyboru drogi życia i odzyskania pokoju – mówi jezuita z Krakowa.
Założyciel Towarzystwa Jezusowego miał ewidentne braki, jeśli chodzi o wiedzę naukową, posiadał jednak coś niezwykle cennego – doświadczenie Boga żywego. Emanował tym doświadczeniem. Piotr Faber napisze potem w swoim dzienniku duchowym, że dziękuję Panu Bgu za łaskę spotkania z Ignacym Loyolą. Zaś Ignacy przyzna, że to Piotr jest najlepszym pośród prowadzących ćwiczenia według jego metody. Widział w nim też swego następcę na stanowisku generała zakonu.
Tradycja ojców czy kontemplacja?
Czym właściwie są „Ćwiczenia duchowe” Ignacego Loyoli? – Ta mała książeczka to przepis, jak zreformować swoje życie. To metoda, w którą wchodzi się pod kierunkiem przewodnika. Zakłada stawanie w obecności Pana Boga, odkrywanie na modlitwie głębszych sensów Słowa Bożego i przechodzenie od medytacji do kontemplacji. Zawiera także reguły o rozeznawaniu duchowym: jak się zachowywać, kiedy jesteśmy w duchowym strapieniu, a jak, kiedy jesteśmy w stanie duchowego pocieszenia. Ważny jest także ignacjański rachunek sumienia, który – wbrew częstym skojarzeniom – nie jest tylko przypominaniem sobie popełnionych grzechów – mówi ks. dr Wójtowicz.
Podkreśla przy tym, że Piotr Faber – posiadając głęboką znajomość Słowa Bożego i doświadczenie relacji z Panem Bogiem – był jednocześnie mocno zakorzeniony w pobożności ludowej, prostej wierze i tradycji rodziców. To przykład wskazujący, że pobożność ludowa i wiara oparta na relacji z Bogiem wcale nie muszą się wykluczać.
Znaki szczególne
Jaki był Piotr Faber od strony psychicznej? Wydaje się, że był to w młodości człowiek dotknięty lękami, skrupułami, zapętlony emocjonalnie – czyli podobny do wielu z nas. Jak sobie z tym poradził? – Nie poradził sobie siłą własnej woli, ale doświadczył tego, że Pan Bóg jest większy i od jego grzechów z przeszłości, i od jego poczucia winy. Ostatecznie to miłość Boga zwycięża w człowieku niepokoje i pozwala mu się wyciszyć – mówi ks. dr Wójtowicz. – Tak często jest u ludzi bardzo inteligentnych i wrażliwych, że przeżywają wahania emocjonalne i szukają czegoś głębszego. Świetnie wyraził to św. Augustyn, mówiąc, że niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu – dodaje.
Takie towarzystwo
Piotr Faber był człowiekiem bardzo łagodnym. To był jego styl działania w gorących czasach reformacji, pełnych sporów, a nawet wojen religijnych.
– Piotr Faber był współczesny Marcinowi Lutrowi. Dwa razy przebywał w Niemczech, m.in. na sejmie w Moguncji, dokąd został posłany przez papieża Pawła III, żeby szukać dialogu z protestantami. Niestety, nie udało się wtedy osiągnąć porozumienia. Jednak, kiedy czyta się jego dziennik duchowy, to widać, że Piotr ciągle miał nadzieję, że powrót protestantów – głównie luteran – do jedności z Kościołem jest możliwy. Wiele w tym kierunku zrobił uczeń Piotra Fabera, św. Piotr Kanizjusz – mówi ks. Wójtowicz.
– Samo spotkanie z Faberem oddziaływało na inne osoby. Ogromne rozmodlenie, kultura osobista, wiedza – wszystko to sprawiało, że ludzie czuli, że spotykają się z człowiekiem świętym. A spotkanie ze świętym zawsze jest jakimś wołaniem ze strony Pana Boga, żebyśmy się zmienili, nawrócili, głębiej popatrzyli na nasze życie – podkreśla jezuita.
Przyjaźń z aniołami
– Świętych cechuje wielka otwartość na świat duchowy, także na obecność aniołów. Podobnie było ze św. Piotrem Faberem. Już jako młody człowiek prosił swojego anioła stróża, żeby zadbał, by nie rozproszyły się owieczki, których miał pilnować na pastwisku. Bo on sam biegł wtedy do klasztoru augustianów. Słuchał modlitw, Mszy, konferencji. A gdy wracał, owieczki były w tym samym miejscu, w którym je zostawił. Potem jego postawa pogłębiła się poprzez wiedzę teologiczną, ale zawsze, ilekroć przybywał do jakiegoś miasta, modlił się do anioła stróża tego miejsca. Modlił się też do anioła stróża osoby, z którą miał się spotkać – mówi ks. dr Marek Wójtowicz, autor książki pt. „Piotr Faber. Ulubiony święty papieża Franciszka”.











