Wszedłem do kina jako barbarzyńca, wyszedłem jako Europejczyk. To pierwsze, o czym pomyślałem po seansie „Odysei” w filmowej adaptacji autorstwa Christophera Nolana. Film ma swoje oczywiste mankamenty, ale nadrzędny cel reżysera został osiągnięty – pokazano na ekranie wielki mit będący jednym z fundamentów zachodniej cywilizacji.
Do Itaki po dwudziestu latach w końcu powraca król, a Hellada po traumie wielkiej wojny, masowej rzezi i deptaniu świętości powoli odzyskuje nadzieję na odrodzenie. Kulturowy chaos, diagnoza zachodniego bezkrólewia i łaknienie odnowy – to dziś wyjątkowo aktualne.
Moje myśli jednak szybko po seansie uciekają ze świata starożytnej Grecji. Tak jak zbawienne dla tożsamości ludzi Zachodu mogą być takie filmy jak dzieło Nolana, tak również my – Polacy – potrzebujemy dziś analogicznych mitów, które przypominałyby nam, kim jesteśmy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








