To była matura i wyjątkowa, i standardowa zarazem. Wyjątkowa ze względu na liczbę osób, które do niej przystąpiły: nieco ponad 320 tys., to aż o 66 tys. więcej niż przed rokiem. Powód? Kumulacja dwóch roczników, które poszły do pierwszej klasy w 2014 roku. Ale to się nie powtórzy, w kolejnych latach maturzystów będzie już tylko mniej.
Poza tym wszystko przebiegło jak zwykle, czyli słabo. Egzamin zdało 80 proc. uczniów, bo tyle zdać miało. Gratulacje należą się więc także tym, którzy dobrze skalibrowali pytania na poziomie podstawowym, z przedmiotów obowiązkowych. Przypomnijmy, że przy tych wybranych nie obowiązują już żadne progi, a ich wyniki (poza językami obcymi) bez względu na przedmiot nie zbliżały się nawet do 50 proc. dobrych odpowiedzi. Teraz rozpoczyna się wyścig po indeksy, trudniejszy, jeśli chodzi o najpopularniejsze kierunki, bo konkurencja większa (co wynika z liczniejszego rocznika maturalnego), natomiast generalnie studiować może w Polsce każdy, jeśli tylko chce… i go na to stać. Uczelnie przygotowały 450 tys. miejsc, a maturę w tym roku zdało niewiele ponad 260 tys. osób. Problemem jest wartość dyplomów i jakość wykształcenia, z przyzwyczajenia już tylko nazywanego wyższym.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








