Zapraszamy do udziału w wakacyjnym kursie duchowości św. Jana od Krzyża. Naszym przewodnikiem jest o. dr hab. Marian Zawada OCD. Kolejne odcinki cyklu publikujemy we wtorkowe wieczory. W tym roku mija 300 lat od kanonizacji św. Jana od Krzyża i 100 lat od ogłoszenia go Doktorem Kościoła.
Jarosław Dudała: Droga, którą proponuje św. Jan od Krzyża, jest bardzo wymagająca. Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto nią pójść, trzeba znaleźć odpowiedź na pytanie, co jest na końcu tej drogi…
O. prof. Marian Zawada: Tak, św. Jan jest znany z języka ascetycznego: języka ogołocenia, odmowy, wielkiego zmagania ze swoimi słabościami, z ograniczeniami natury. Ale gdy sobie uświadomimy, co jest na szczycie mistycznej Góry Karmel – a jest to zjednoczenia z Bogiem – to widać, że Jan dobiera środki, które go najszybciej i najsprawniej prowadzą do tego celu. To wszystko jest bardzo logiczne, zwarte. Człowiek uczy się rozróżniać pomiędzy Bogiem i stworzeniem i ciągle odnosić swoje myślenie, działanie i pragnienia do Boga, mniej zajmując się stworzeniem. Albo raczej: zajmuje się stworzeniem, ale przez Boga.
Co to znaczy?
To znaczy, że człowiek nie tworzy relacji ze stworzeniem sam, ale najpierw tworzy relację z Bogiem i dopiero w Bogu zajmuje się tym, co odnajduje w codziennym życiu.
Jak mówi psalm, „w Jego (Bożym) świetle oglądamy światło”?
Tak! Jan ostatecznie zaprasza nas do niesamowitego piękna – do czegoś, co przekracza absolutnie naszą wyobraźnię i w ogóle możliwości człowieka. Ale do tego niezbędna jest przemiana, pozwalająca człowiekowi funkcjonować w zupełnie innych warunkach.
Jan bardzo sobie cenił piękno, w tym piękno naturalne. Dostrzegał potęgę stworzenia świata z niczego w sposób pełny wdzięku i ładu. Bożą hojność i wyobraźnię widział w niezliczonej liczbie różnych stworzeń. Szczególnie podkreślał piękno człowieka wyniesione na niebywały poziom przez Wcielenie: Syn Boży, Bóg, który przyjął Ciało i stał się człowiekiem. Postawiło to ludzkość w zupełnie nowej sytuacji. Jan mówi, że całe stworzenie powstało niejako w pośpiechu (w ciągu sześciu dni), zaś Syn Boży jest niebywałym arcydziełem Boga, zawierającym w sobie nieporównanie więcej tajemnic.
Jan był artystą, poetą…
Zdecydowanie miał poczucie piękna – i tego naturalnego, i tego duchowego. Pisał: „Zadaj śmierć widokiem Twojej Boskiej piękności”. To wyrażenie ma podwójne znaczenie. Z jednej strony, człowiek, który chce widzieć piękno Boga, musi umrzeć. Ale z drugiej strony, on się tej śmierci nie boi – prosi o nią.
Pisał też: „Gdy mnie Swym wzrokiem ogarniałeś, zostawiłeś w mej duszy Twych oczu odblaski i przez to we mnie tak się rozkochałeś, a mym źrenicom dano wzniosłe łaski”. Ten fragment miałem na myśli, gdy w poprzedniej rozmowie starałem się mówić o duchowym przebudzeniu. Mianowicie, Bóg udzielając Siebie, prawdy o Sobie, miłości, Swojej obecności jednocześnie zmienia wnętrze człowieka i zostawia w duszy Swoje zwiastuny przyszłej chwały: człowiek czuje, że jest przez Boga kochany. A dzięki temu, że Bóg nas czyni piękniejszymi, może nas kochać jeszcze bardziej. To jest jakby podwójny dar Boga: On obdarza nas pięknem, żeby jeszcze bardziej nas kochać. Jan jest wręcz oszołomiony potęgą Boskiego miłowania i tym pięknem, które w Bogu odnajduje. Problem w tym, że bardzo trudno jest o tym mówić...
Jan był nie tylko mistykiem, ale i poetą, i niezłym teologiem…
Tylko niektórzy mistycy mają specjalną łaskę, pozwalającą wyrazić bogactwo ich doświadczeń w słowach.
Wróćmy jednak do początkowego pytania: co czeka na nas na szczycie mistycznej Góry Karmel?
Chwała Boga. Tylko chwała. Jan pisze, że chwała to najwyższy stan dobra, potęgi istnienia, wszechwładzy. Bóg udziela człowiekowi Swoich przymiotów.
Jakich przymiotów?
Np. właśnie wszechwiedzy, wszechwładzy. Dzieje się tak dlatego, że człowiek jest wtedy tak doskonale zjednoczony z Bogiem, że stanowią jedno i działają razem. Człowiek widzi to, co widzi Bóg. To jest wejście w tajemnicę Trójcy Świętej, w której są trzy Osoby, będące doskonale zjednoczone, przenikające siebie, tworzące jedno. Ich piękno odsłania się w sposób całkowity, bezpośredni. Z tym wiąże się rozkosz – absolutne szczęście istnienia. Człowiek w pełni przeżywa wtedy swoje szczęście.
Chyba niewielu z nas żyje tą perspektywą.
My, niestety, w ogóle nie mamy o tym zielonego pojęcia. Ludzi zadowalają zmysłowe przyjemności: coś sobie zjemy, rozsmakujemy się w dobrej muzyce, przeżyjemy ekstazę artystyczną. Ale to jest tylko strzęp zmysłowy, a tam mamy do czynienia z pełnymi kategoriami: jeżeli mówimy o szczęściu, to jest to szczęście niewyobrażalne. Jeśli ktoś tego skosztuje, to mówi jak św. Paweł, że chciałby być tam, ale dla dobra innych musi być jeszcze tu. Kontynuuje więc życie ziemskie, ale przynależy całkowicie do tamtego świata.
Paweł używa świetnego sformułowania, mówiąc, że Bóg nosił nas w Sobie jeszcze przed założeniem świata: wszystkich, całą historię, całą ludzkość. Dlatego to nie jest przypadek, że dany człowiek żyje w określonym czasie, że rodzi się w określonym kontekście kulturowym, religijnym, duchowym. To wszystko jest bardzo precyzyjne w oczach Bożych.
A my często mówimy, że gdybyśmy się urodzili w innym miejscu, w innym czasie, to nasze życie potoczyłoby się inaczej, lepiej, szczęśliwiej...
Możemy czuć się zagubieni. Możemy uważać, że nie pasujemy do świata, w którym żyjemy. Niektórzy mówią, że urodzili za wcześnie czy za późno, ale nie o to tutaj chodzi. Tu chodzi o nasze przeznaczenie do szczęścia w zjednoczeniu mistycznym z Bogiem.
To bardzo ciekawe, że gdy w teologii mówimy o tym zjednoczeniu, to rozróżniamy trzy jego typy.
Jakie?
Pierwszy to zjednoczenie ekstatyczne, chwilowe. Człowiek wpada w ekstazę, przeżywa stan doskonałego zjednoczenia z Bogiem, ale trwa to jakiś czas – czasem ułamek sekundy – a potem wraca do realiów swego życia ubogacony tym doświadczeniem.
Jest też tzw. zjednoczenie pełne: człowiek duchowo – przez wolę, umysł, pamięć i nadzieję – przylega całkowicie do Boga.
Ale najbardziej oszałamiające jest zjednoczenie przemieniające, które przemienia nas w istotę Boską.
Jak to? Przemienia nas w bogów?
Tak, bo jesteśmy wtedy dziećmi Bożymi. I nie jest to żadna metafora. Naprawdę należymy do rodziny Boga. Jesteśmy Ciałem Mistycznym Chrystusa. On nosi nas w Sobie. To są wielkie tajemnice, o których trudno jest mówić. W każdym razie Odkupienie dało nam o wiele wyższy status niż stworzenie, bo Adam nie był synem Boga. Tymczasem w Odkupieniu jesteśmy powołani do zyskania statusu dziecka Bożego. Bóg w miłości zrównuje nas z Sobą. Gdyby ludzie to przyjęli, otworzyli oczy na tę rzeczywistość, to świat zupełnie inaczej by wyglądał. Ale niestety człowiek zajmuje się sobą i na Boga nie ma czasu.
Papież Leon napisał ostatnio encyklikę o trans- i posthumanizmie, czyli o pomysłach na to, jak stać się bogiem bez Boga.
To są idee współczesnych gnostyków, którzy chcą zagwarantować sobie samozbawienie i samorealizację o własnych siłach, przy pomocy technologii. To się kończy pogardą wobec innych. Nie chodzi o to, by potępiać postęp techniczny, ale pragnienie, by stanąć na równi, a nawet wyżej niż Bóg to przejaw pychy. Droga chrześcijańska jest inna – to droga pokory, poddania się Bogu. A jeśli nawet człowiek dzięki technologii uzyska takie czy inne możliwości, to co mu po nich bez miłości? Tymczasem Jan od Krzyża mówi, że dusza zjednoczona z Bogiem miłuje Go mocą i wolą samego Boga. Jan od Krzyża upiera się, że można do tego dojść już w tym życiu.
Taki człowiek nie podlega już pokusom?
Demon omija taką osobę szerokim łukiem, ponieważ ma ona moc burzenia wszystkich jego zamysłów i spotkanie z nią zawsze oznacza dla niego porażkę. A on się tego boi.
Potęga takiego człowieka jest niesłychana. Święta Faustyna miała taki moment, że Jezus przyszedł do niej i powiedział: „Jeżeli chcesz, stworzę w tej chwili nowy świat piękniejszy od tego, a resztę dni w nim przeżyjesz” (Dzienniczek, 587). Odpowiedziała: „Nie chcę żadnych światów, ja pragnę Ciebie, Jezu, pragnę Cię kochać taką miłością, jaką Ty mnie kochasz”.
Myślę, że składając tę propozycję, Jezus nie żartował.
Kiedy człowiek będzie w pełni zjednoczony z Bogiem, to będzie mógł stwarzać nowe światy?
Myślę, że tak, bo miłość Boska jest nieskończenie twórcza i przynosi największe owoce.








