Karmelove wtorki ze św. Janem od Krzyża #8: Gdy Bóg budzi się w człowieku

Łaska mistyczna, o której mówimy, polega na tym, że Bóg jakby otwiera oczy w głębi naszego istnienia. Człowiek staje się wtedy duchowym złotem. Rozumie historię i rozumie człowieka od wewnątrz. Rozumie Boga.

Zapraszamy do udziału w wakacyjnym kursie duchowości św. Jana od Krzyża. Naszym przewodnikiem jest o. dr hab. Marian Zawada OCD. Kolejne odcinki cyklu publikujemy we wtorkowe wieczory. W tym roku mija 300 lat od kanonizacji św. Jana od Krzyża i 100 lat od ogłoszenia go Doktorem Kościoła.

Jarosław Dudała: W Pieśni nad Pieśniami Oblubieniec prosi: „nie budźcie ukochanej, póki nie zechce sama”. O co chodzi z tym duchowym przebudzeniu?

O. prof. Marian Zawada: U św. Jana od Krzyża znajdujemy koncepcję, wedle której człowiek wymaga przebudzenia, bo jest pogrążony we śnie, żyje jakby w matriksie i jest nieświadomy celów, dla których został stworzony. Nie uświadamia sobie, że krok po kroku zmierza do Boga, z którym się spotka i z którym się zjednoczy – i to jest jego pierwszoplanowym zadaniem. Problemem jest więc brak wrażliwości na rzeczywistość duchową, życie zamknięte we własnym świecie albo w złudzeniach. Czasem mówi się w tym kontekście o teatrze cieni. Te cienie to dominujące w życiu lęki, które sprawiają, że człowiek nie żyje autentycznie. Dlatego potrzebuje otwarcia oczu. To jest jeden motyw dotyczący przebudzenia.

Motyw drugi to prawda, że współczesny człowiek otwiera drzwi serca wszystkiemu, co do niego przychodzi. Wsłuchuje się we wszystkie intuicje. Ufa temu, co rodzi się w jego umyśle. Domaga się, żeby go nieustannie inspirowano, pobudzano, tworzono wewnętrzną dynamikę, budowano jego wewnętrzne bogactwo. I to go usypia w odniesieniu do zasadniczych celów. Jan od Krzyża tymczasem proponuje ascezą odmowy: nie interesuje go realizacja samego siebie w tym świecie. Cały swój potencjał kumuluje na tym, co duchowe, Boskie. Ale żeby dojść do tego, trzeba sobie najpierw uświadomić, że trwamy we śnie.

Na czym polega przebudzenie z tego snu?

Ono się przejawia na wielu płaszczyznach. Mamy więc przebudzenie na płaszczyźnie poznawczej. Jest to otwarcie oczu na nową, nieznaną, niezauważaną do tej pory Boską rzeczywistość. Przebudzenie to otwiera nas na wyższe poziomy istnienia. Potem pojawia się przebudzenie serca. Można by powiedzieć, że jest to przebudzenie do miłości. Człowiek zaczyna wtedy intensyfikować swoje relacje z Bogiem. I jest wreszcie przebudzenie w sensie czysto religijnym – przebudzenie z życia w grzechu do życia w łasce. Jest to łaska odnalezienia prawdy o sobie i oddzielenia się od grzechu. Inaczej nazywa się to nawróceniem. Człowiek porzuca schematy kłamliwych zachowań. Porzuca grzech, kłamstwo – również kłamstwo o sobie. Domaga się prawdy – również od siebie.

Drugie przebudzenie to przebudzenie do współpracy z Duchem Świętym. Człowiek odchodzi od dotychczasowego podświadomego standardu działania. Kończy się traktowanie ludzi jako spraw do załatwienia – pojawia się przebudzenie do obcowania z Chrystusem, który jest w drugiej osobie. Tracą na znaczeniu schematy zewnętrzne (np. bogactwo czy prestiż). Pojawia się spojrzenie duchowe, które odnajduje Boga w relacjach z drugim człowiekiem.

To chyba miał na myśli papież Franciszek, gdy mówił o nawróceniu pastoralnym. Jeśli tak, to jest ono czymś głęboko wewnętrznym, a nie jakąś nowomodną, zewnętrzną strategią Kościoła.

Tak, to jest podejście do człowieka w ogóle, do prawdy o człowieku, do jego tajemnicy.

Jakiej tajemnicy?

Mówiliśmy o niej w rozmowie o duchowych przepaściach. Chodzi o obecność Boga w strukturze człowieka.
Człowiek, który kocha Boga, nabiera szacunku do drugiego człowieka, chociażby nawet był on biedny czy niezbyt uczciwy. Chce tego człowieka ocalić, dopomóc mu do zbawienia.

To jest przebudzenie, na skutek którego serce staje się bardziej wrażliwe na łaskę, na działanie Ducha Świętego, na natchnienia wewnętrzne – one zaczynają dominować. Człowiek chce pełnić wolę Bożą, nie swoją. Dobro, które chce świadczyć, jest Boskiego pochodzenia.

Zna Ojciec kogoś takiego?

Tak było na przykład z Edytą Stein. To był umysł numer jeden wśród świeckich katolików w tamtym czasie. Miała być ikoną Kościoła w Niemczech, przepracowywać najnowsze tematy, takie jak feminizm czy obecność świeckich Kościele. Ona tymczasem zamknęła się za klauzurą, jakby znikła z życia Kościoła oficjalnego.

Skąd wiedziała, że Bóg tego chce?

Przebudzenie powoduje, że człowiek zyskuje klarowność w postrzeganiu rzeczywistości. Nie liczy się z opinią publiczną – liczy się tylko z Bogiem. To jest – jak mówi św. Jan od Krzyża – przebudzenie duszy w Bogu. Wtedy piękno natury, przyroda, kosmos – wszystko to jest dla niego językiem, w którym mówi Bóg. Spotkanie z drugim człowiekiem uważa on za wydarzenie religijne: Bóg przysyła mu kogoś i to jest dar – czasami trudny, bo oznacza potrzebę rozwiązania jakiejś sprawy, rozeznania sytuacji albo nawrócenia kogoś. Św. o. Pio, który miał dar przenikania serc, stosował czasami bardzo radykalne rozwiązania – wrzeszczał albo wyganiał z konfesjonału kogoś, kto kręcił, nie chciał uznać swojej winy albo próbował ukryć jakiś grzech.

Jest też tzw. przebudzenie ascetyczne. Człowiek zaczyna się brać za siebie, porządkować siebie. Chce, żeby piękno duchowe, które poznaje, odwzorowywało się w nim. Staje się jakby lustrem Boga. Wtedy rodzi się największy ból mistyków. Bo oni chcieliby, ale nie potrafią kochać tak, jak zostali ukochani przez Boga – w sposób nieskończony.

To już jest duchowy szczyt?

Jest jeszcze przebudzenie do życia mistycznego. Jan od Krzyża pisze o nim w ostatnich rozdziałach swego niedokończonego utworu „Żywy płomień miłości”. Jest tam mowa o bardzo ciekawym przebudzeniu – przebudzeniu Boga w duszy.

Jak to: przebudzeniu Boga? Jak Bóg może się przebudzić, skoro – jak pisze św. Jakub – nie ma u Niego przemiany ani cienia zmienności?

No właśnie! To jest bardzo ciekawe doświadczenie mistyczne. Jan ma taką koncepcję, że na dnie naszego istnienia – czy na szczycie naszego bytu – jest jakby ukryty Bóg, który… śpi. Jan pisze w „Pieśni duchowej”, że dusza człowieka jest łożem, na którym śpi Oblubieniec, czyli Bóg. Łaska mistyczna, o której tu mówimy, polega na tym, że Bóg jakby otwiera oczy w głębi naszego istnienia. Wtedy człowiek zaczyna patrzeć na wszystko Bożymi oczyma. Rozpoznaje swoje niezwykłe piękno. Widzi nieskończone przestrzenie, które się w nim znajdują. Rozumie do głębi prawdę o stworzeniu i powołaniu człowieka do nieprawdopodobnego szczęścia i miłości, którymi będzie żył w życiu przyszłym.

Bóg uchyla mu rąbka tajemnicy nieba?

Tak, Bóg pozwala niektórym mistykom dotknąć tajemnic, którymi w rzeczywistości nieba będziemy żyć bez końca. 
To przebudzenie Boga na łożu duszy jest także wielkim zaproszenie do miłości. Jest to łaska małżeństwa duchowego. Człowiek odkrywa wtedy siebie przy Bogu, a On ujawnia Swoją obecność. To jest moment kluczowy. Człowiek nie tylko nabiera wówczas nowego typu świadomości, ale rozmiłowuje się w Bogu. Staje się jakościowo nowym człowiekiem, duchowym złotem. Widzi rzeczywistość Bożymi oczyma. Rozumie historię i rozumie człowieka od wewnątrz. Rozumie Boga. To jest wielki dar poznania i miłowania.

« 1 »

Jarosław Dudała Jarosław Dudała Dziennikarz, prawnik, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 pracuje w „Gościu”.

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.