Kościół traci powołania. Czy sam popełnił poważny błąd?

Gdy problemy z powołaniami narastają, powstaje pytanie, czy można ten trend odwrócić? O odpowiedź będzie trudno.

Spadek liczby mężczyzn chętnych, by dołączyć do stanu kapłańskiego, dotyczy praktycznie całej Europy. Jest on widoczny nawet tam, gdzie i tak prawie nikt nie puka do drzwi seminariów.

W 2019 roku w Polsce na księży zaczęło się kształcić 498 kandydatów. W 2023 roku było ich już tylko 280. Rok 2024 przyniósł nieznaczny wzrost – do 301 – ale w 2025 znów odnotowano spadek, do 289. Jeszcze wyraźniej sytuację tę widać w liczbie święceń. W 2014 roku do święceń kapłańskich w diecezjach dopuszczono 360 mężczyzn. Według wstępnych danych w 2026 roku było ich około 130. Oznacza to spadek o blisko dwie trzecie w ciągu 12 lat i najniższy wynik od dekad.

W ostatnich latach wygodnym sposobem tłumaczenia negatywnej dynamiki był postępujący niż demograficzny. I rzeczywiście – klerycy bardzo licznego rocznika 1999 urodzili się w drugiej połowie lat 70. XX w., gdy w Polsce na świat rocznie przychodziło 660–690 tysięcy dzieci. Gdy rodzili się obecni dwudziestolatkowie, poziom urodzin był znacznie mniej liczny, co przekłada się na mniejszą liczbę kandydatów do każdego zawodu i każdego powołania. Czy była to rzeczywista diagnoza, czy sposób na uniknięcie trudniejszej rozmowy? Obecnie częściej i otwarcie mówi się o tendencjach społecznych związanych z sekularyzacją, osłabieniem religijności młodzieży, skutkach skandali obyczajowych w Kościele oraz o tym, jak zmieniła się społeczna sytuacja księży.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.