Zaprawdę, dziwne są te mistrzostwa. Racjonalnie rzecz biorąc, przypominają rozbój w biały dzień, dokonywany przez najbardziej chyba pazerną i niekontrolowaną przez nikogo globalną korporację, jaką jest FIFA. Bilety są kosmicznie drogie, upał obezwładnia piłkarzy, dwie trzecie zainteresowanych widzów z całego świata musi oglądać transmisje w środku nocy, reforma rozgrywek sprawiła, że prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w fazie pucharowej rozgrywek. W dodatku nowe technologie (VAR) bynajmniej nie zmniejszyły liczby kontrowersji, może tylko zmieniły ich charakter. Pozycje spalone o paznokieć czy o włos sprawiają, że gniew ludu kieruje się już nie przeciw konkretnemu sędziemu, ale bezdusznej maszynie wyznaczającej linie. Co w niczym nie umniejsza poczucia bycia oszukanym (patrz: Chorwaci). A jednak wszyscy tym mundialem żyją. Nawet w Polsce, choć nasi piłkarze nie zasłużyli, by grać za oceanem. W cieniu pozostają pięciosetowe thrillery, jakie urządzają nam siatkarze, pech Mai Chwalińskiej czy desperacja Igi Świątek na angielskiej trawie. Bo świat stał się dziś mały jak piłka nożna. I tak będzie zapewne aż do finału.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








