Karmelove wtorki ze św. Janem od Krzyża #7: Nadzieja rozpłomieniona

Może i moja dotychczasowa biografia była mizerna czy nieudana, ale ważniejsze jest to, co Bóg we mnie złożył i to, kim mogę być w przyszłości.

Zapraszamy do udziału w wakacyjnym kursie duchowości św. Jana od Krzyża. Naszym przewodnikiem jest o. dr hab. Marian Zawada OCD. Kolejne odcinki cyklu publikujemy we wtorkowe wieczory. W tym roku mija 300 lat od kanonizacji św. Jana od Krzyża i 100 lat od ogłoszenia go Doktorem Kościoła.

Jarosław Dudała: Pamięć potrafi czasem zabić w nas nadzieję. Dlaczego więc św. Jan łączy nadzieję właśnie z pamięcią?

O. prof. Marian Zawada OCD: Pamięć pełni w strukturze człowieczeństwa bardzo istotną rolę. Jest sposobem zamieszkiwania w samym sobie, w historii, a także w Kościele. „Pamiętam” to znaczy: mam własne przeżycia, mam doświadczenie bycia sobą i na tym buduję swoją tożsamość. Wiem, z czego wyrastam (z mojego otoczenia, mojej kultury). Pamięć to także sposób posiadania siebie, ciągłość istnienia i rozumienia siebie, swojego bogactwa, własny dorobek różnych dzieł i rozwiązań, pomysłów, realizacji. Pamięć objawia człowiekowi jego samego: dzięki niej wiem, kim jestem.

Dlatego św. Jan Paweł II zatytułował jedną ze swych książek: „Pamięć i tożsamość”?

Tak!

Pamięć to także forma czuwania przy rzeczach ważnych: pamiętam to, co jest dla mnie istotne. My posiadamy siebie poprzez pewne obrazy, pewne doświadczenia, pewne figury – mówi Jan od Krzyża. Nasze doświadczenia najczęściej jednak wypełniają pamięć treścią przyziemną. W dodatku czasem może nas ona oszukiwać: jednych faktów nie pamiętamy, inne reinterpretujemy.

Mamy też pamięć dobra i pamięć zła. Pamięć dobra przechowuje pozytywne doświadczenia Boga, Jego miłości, Jego łaski.

Pamięć zła to pamięć zdrady, grzechów, upadków. Ta ostatnia może nas zniechęcać. Demon często pracuje nad nami, przypominając nam nasze niecne czyny albo porażki. Gnębi nas w ten sposób. Człowiek chciałby pomedytować, ale ciągle mu się coś przypomina: że ktoś mu coś powiedział, obraził go albo nie dopuścił do realizacji planów…

Jakie to wszystko ma znaczenie dla życia duchowego?

Jan od Krzyża mówi o potrzebie wolności od posiadania siebie poprzez swoją pamięć i przywiązanie do niej. Żeby wyzwolić się od siebie, od swego niedoskonałego człowieczeństwa, musimy zapomnieć o sobie, czyli jakby uwolnić się z mocy własnej pamięci. My na ogół pamiętamy wiele rzeczy zbędnych. Oglądamy dzienniki, czytamy newsy czy sprawozdania. Delektujemy się fantazjami, prognozami, snujemy scenariusze. Zanurzamy się w fantazjach: czy to erotycznych, czy to egoistycznych (np. o tym, że kogoś pokonujemy albo mścimy się na kimś). Ale nie chodzi tylko o to, żeby przestać robić śmietnik ze swej pamięci.

Jan od Krzyża mówi, że trzeba zaprzestać złego używania pamięci, to znaczy: jakby zapomnieć siebie, zapomnieć o „ja” i „moje”, a pamiętać o tym, co istotne: o Bogu i o tym, co jest Boże. Chodzi o wolność od tego, co przywiązuje nas do samych siebie, do świata.

W jaki sposób dokonuje się oczyszczenia pamięci?

Ono następuje przez duchowe ubóstwo. W duchu takiego ubóstwa trzeba się wyrzec nie tylko pamięci o rzeczach negatywnych czy zranieniach, ale także wyrzec się pamięci o samym siebie – nie koncentrować się na sobie, ale na Bogu. W ten sposób człowiek uwalnia się od przeszłości, a nastawia się na obecność i na przyszłość.

Co mu to daje?

Wtedy pamięć, która jest domeną przeszłości, zaczyna się wypełniać nadzieją.

Na co?

W Pierwszym Liście św. Jana Apostoła (1J 3, 2) jest napisane, że jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, o czym będziemy. Czyli: już jesteśmy dziećmi Boga, ale nosimy w sobie ukrytą tajemnicę. Może i moja dotychczasowa biografia była mizerna czy nieudana, ale ważniejsze jest to, co Bóg we mnie złożył i to, kim mogę być w przyszłości. Ta optyka zaczyna dominować, gdy zapominamy o sobie.

Co na to psychologia?

Psychologia często podchodzi do tego inaczej: zajmuje się przeszłością i w jej świetle wyjaśnia, kto mnie skrzywdził i dlaczego, wskazuje winnych. Jan tymczasem proponuje, by ofiarować przeszłość Bogu i już do niej nie wracać – zacząć żyć przyszłością, celowością swojego życia, tym, co mnie czeka – a czeka nas zbawienie, niebo, czeka nas Bóg.

Inaczej mówiąc, wyzwolenia pamięci powoduje, że najważniejszy staje się po prostu Bóg. Człowiek schodzi do głębi swej duszy, zapomina o rzeczywistości i rozpłomienia się Bogiem. Jego pamięć staje się wypełniona Bogiem: pamięta o Nim, pamięta, dokąd idzie, a nie to, co przeżył do tej pory. W ten sposób jego pamięć zostaje przemieniona w nadzieję.

Człowiek jest wtedy jak wąż, który zrzuca swą skórę. Albo jak gąsienica jedwabnika, która zawija się w kokon i przemienia się w pięknego motyla.

Zmienia się wtedy także sposób posiadania: człowiek nie chce już posiadać siebie. Wytrzymuje to, że teraz nie ma nic albo ma niewiele. Całe bogactwo, zwłaszcza to nadprzyrodzone, posiada w nadziei. Przyszłość jest dla niego upragniona, bo czeka w niej Bóg.

Dziś w spojrzeniu na przyszłość dość powszechnie dominuje lęk.

Tak! Ludzie się boją, bo z przyszłości wychyla się do nich zniszczenie, katastrofa, to, co negatywne czy wręcz demoniczne. Tymczasem człowiek duchowy nabiera przekonania, że przyszłość to Bóg. Jego nadzieja to doskonałe przyciąganie Boga do siebie. Jego nadzieja jest pusta w środku, czyli niezaśmiecona innymi, małymi nadziejami. Dlatego otwiera się na nieskończone dobro i może przyjąć Boga.

To jest moment, w którym nadzieja nie daje nam jakichś dóbr cząstkowych, ale daje nam samego Boga. A Bóg to jest Ktoś, nie: coś. Często zastanawiamy się, co ja tam będę miał w niebie: czy będę miał to, co lubię? moja muzykę? osoby, które kocham? Tymczasem w niebie dostaniemy samego Boga.

Z tą nadzieją związana jest chwała, wypełnienie człowieka Boską chwałą.

Co to znaczy?

To znaczy, że rozum otrzymuje Boskie rozumienie, wola – Boską miłość, a pamięć jest Boskim posiadaniem chwały.

Co to właściwie jest chwała?

Chwała to jest piękno plus moc.

Jak ją zdobyć?

Trzeba wytrzymać napór ubóstwa. Na tym polega tajemnica ludzi świętych, że oni chcą być ubodzy po to, żeby być bogatymi Bogiem. Inni pozostają w kręgu motywacji naturalnych: jak mogę coś mieć, a jest to dla mnie pożyteczne, to oczywiście biorę to i używam. To jest popularne narzędzie do zdobywania chociażby dobrego samopoczucia. Człowiek duchowy myśli jednak zupełnie inaczej: chce mieć jak najmniej doczesnych dóbr, żeby zachować całą swą nadzieję pustą, czyli w pełni otwartą na posiadanie Boga. Czyściec jest im niepotrzebny.

Dlaczego?

Dlatego, że w czyśćcu usuwane są nasze przywiązania do doczesności. Proces ten jest konieczny, bo my często żyjemy kompletnie na peryferiach prawdziwego życia, nie mamy doświadczenia jego głębi. Tymczasem człowiek oczyszczony z trywialnych przywiązań od razu jednoczy się z Bogiem. Śmierć jest dla niego bramą życia.

« 1 »

Jarosław Dudała Jarosław Dudała Dziennikarz, prawnik, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 pracuje w „Gościu”.

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.