Szymon Babuchowski: 41 lat temu na opolskiej scenie wyśpiewał Pan sobie piosenką „Przyszli o zmroku” główną nagrodę w konkursie „Debiuty”. Co Pan dzisiaj czuje i myśli, słuchając tamtego 21-letniego chłopaka?
Mietek Szcześniak: Mogę z lekkuchną satysfakcją powiedzieć, że wybrałem dobrze i że skorzystałem z lekcji, którą wtedy dostałem. Bo mówiono mi, że ma być lekko, łatwo i przyjemnie, a ja zaśpiewałem – jako nieznany nikomu chłopak z Kalisza – jazzową kompozycję Krzesimira Dębskiego, znaną w wersji instrumentalnej jako „Cantabile in h-moll”, z zaangażowanym tekstem Jacka Cygana. Kiedy po otrzymaniu głównej nagrody śpiewałem tę piosenkę raz jeszcze przed opolską publicznością, dostałem piękne brawa i bisowałem. Od tego czasu towarzyszy mi nauka, że trzeba być wiernym sobie – śpiewać i opowiadać o tym, co naprawdę jest w sercu i w duszy, w co się wierzy, a polska publiczność to doceni. Widzę po tych wszystkich latach, że słuchacze mi zaufali i że zbudowałem to, co jest największą nagrodą dla artysty: zamieszkałem w wyobraźni ludzi, którzy przez tyle lat podążają za moją muzykalnością, wrażliwością i tym, co mam do opowiedzenia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








