Barbara Gruszka-Zych: Płótno, na którym Siostra maluje, mierzy 2,20 m. Widać na nim wysokiego mężczyznę, Pana Jezusa, który powstaje pod delikatnymi dłońmi Siostry.
s. Sara Tańczuk: Obraz ma takie wymiary jak oryginał namalowany przez Eugeniusza Kazimirowskiego. Bardzo lubię malować duże formaty, a zwłaszcza Jezusa Miłosiernego, tzw. wileńskiego. Pracuję wtedy większym pędzlem i kiedy się zapomnę w pracy, czuję, jakbym tańczyła. Taki stan sprzyja odpoczynkowi, ponieważ myśli płyną i nie mam pokusy znużenia czy znudzenia tematem, który zawsze pozostanie fascynujący i niedopowiedziany. Nieraz łapię się na myśli, że przecież maluję postać Ukochanego.
To już kolejny obraz Jezusa Miłosiernego, który wyjdzie spod pędzla Siostry. Malarstwo to było pierwsze powołanie?
Tak bardziej serio zaczęłam się uczyć rysunku w czwartej klasie szkoły podstawowej u artysty malarza, mojego sąsiada – Pawła Michałowskiego. Miał pracownię, ale nie miał własnych wnuków, więc chętnie mi jej użyczał jako przyszywanej wnuczce. Potem zdecydowałam się na liceum plastyczne w Poznaniu, ale po nim, zafascynowana teatrem, nie poszłam na ASP, tylko wybrałam polonistykę. Ostatecznie od 28 lat jestem w zakonie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








