Dziś w Hucie Pieniackiej kończy się pierwszy etap prowadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej poszukiwań ofiar zbrodni popełnionej 28 lutego 1944 roku. Podczas napadu dokonanego przez żołnierzy SS Galizien, złożonej z ukraińskich ochotników, wspieranych przez oddziały UPA wieś Huta Pieniacka (pow. Brody, woj. tarnopolskie) została spalona, a większość znajdujących się w niej Polaków okrutnie wymordowana. Szacuje się, że tego dnia mogło zginąć nawet 1000 osób.
Dokładnej liczby nie poznamy
– W Hucie Pieniackiej zostało zamordowanych ponad 800 osób. Na ten moment mamy imienną listę 644 osób. Wiadomo jednak, że w wiosce wówczas przebywało wielu uciekinierów z innych miejscowości, którzy szukali schronienia przed UPA. Dokładnej liczby ofiar nigdy więc nie poznamy – mówi ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.
12 czerwca, w czwartym dniu poszukiwań odnaleziono zbiorową mogiłę o powierzchni 72 m2. Znajduje się ona nieopodal pomnika, upamiętniającego ofiary, który został wzniesiony w okolicach nieistniejącego już dziś kościoła. Zdaniem księdza Trzaski może w niej spoczywać kilkaset osób.
Na ten moment znamy długość i szerokość mogiły. Nie wiemy jednak, czy to jeden wielki dół śmierci, czy też dwie albo trzy mogiły, położone blisko siebie. Nie znamy także głębokości wkopu. W zależności od tego, na ilu warstwach znajdują się ciała pomordowanych, możemy mówić o bardzo łagodnym szacunku. Wszystkiego dowiemy się podczas prac ekshumacyjnych
– wyjaśnia ksiądz Tomasz Trzaska.
W trakcie prac poszukiwawczych zespół IPN przeszukał ponad 4000 metrów kwadratowych terenu. Lokalizacja mogiły odpowiada świadectwom i zeznaniom ocalałych, którzy wskazywali okolice kościoła i szkoły jako miejsca zbiorowych pochówków ofiar. Pracę utrudnia jednak fakt, że po wiosce nie został żaden ślad na powierzchni ziemi. – Mamy relacje świadków i zdjęcia lotnicze, ale brakuje nam punktów odniesienia. Ludzie wspominali, że spalone szczątki znajdowały się także na terenie gospodarstw. I nawet jeśli podawali nazwisko gospodarza, dziś ta informacja nic nam nie mówi, bo nie ma już śladów po tych domach – tłumaczy ks. Trzaska.
Według świadków we wsi znajdowały się dwie mogiły zbiorowe – jedna w okolicach szkoły, a druga przy kościele. – Być może z czasem, podczas dalszych poszukiwań uda nam się odkryć fundamenty budynków czy inne wskaźniki topograficzne, które pomogą nam znaleźć kolejne ofiary. Bo nie chcemy poprzestać na tych dwóch mogiłach, chcemy znaleźć wszystkich zamordowanych. Jednocześnie mamy świadomość, że teren jest tak rozległy, że moglibyśmy prowadzić poszukiwania przez wiele lat – zaznacza ks. Trzaska.
Żmudna procedura identyfikacji
Odnalezione przez Zespół Poszukiwań i Identyfikacji szczątki zostaną teraz zabezpieczone i zakopane. Wynika to z przepisów ukraińskich, które rozdzielają proces poszukiwań i ekshumacji. Dopiero po znalezieniu mogił można wystąpić o kolejną zgodę, umożliwiającą wydobycie wszystkich szczątków, co pozwoli na ich późniejszą identyfikację. – W kwietniu prowadziliśmy poszukiwania w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej, tam odnaleźliśmy dwa zbiorowe miejsca pochówku. W tym przypadku zgoda na ekshumacje przyszła bardzo szybko i już w połowie lipca wracamy do tych miejscowości, aby przeprowadzić prace ekshumacyjne – tłumaczy ks. Trzaska. Z tego powodu dziś trudno ocenić, ile ofiar spoczywa w mogile znalezionej w Hucie Pieniackiej. Badacze odsłaniają część szczątków, ale muszą robić to bardzo ostrożnie, mając świadomość, że będą je musieli na powrót przykryć ziemią. Stąd nie wiadomo, jaka jest głębokość zbiorowego grobu.
Można przypuszczać, że szybka zgoda na ekshumacje ze strony władz ukraińskich jest pokłosiem konfliktu, którego źródłem było nadanie przez prezydenta Zełeńskiego nazwy „Bohaterów UPA” jednej z jednostek wojskowych. Temat zbrodni wołyńskiej na nowo wypłynął do obiegu medialnego.
– Zainteresowanie mediów naszymi poszukiwaniami jest tym razem dużo większe, niż podczas poprzednich prac w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Kolejne ekipy dziennikarzy przyjeżdżają do Huty Pieniackiej, nasze komunikaty publikowane w mediach społecznościowych także mają zasięgi, których wcześniej nie odnotowaliśmy – stwierdza ks. Trzaska. Nie da się więc ukryć, że działania władz ukraińskich przyczyniły się do spopularyzowania wiedzy o zbrodni wołyńskiej.
Współpraca z władzami ukraińskimi podczas prac poszukiwawczych przebiega poprawnie. Zdaniem księdza Trzaski atmosfera jest spokojna, nie ma żadnych utrudnień. Lokalna policja całą dobę pilnuje terenów poszukiwań i zapewnia bezpieczeństwo ekipie poszukiwawczej.
Członkowie Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji IPN za miesiąc wracają na Ukrainę, aby w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej podjąć szczątki ofiar, odnalezione w kwietniu. Tym razem prace potrwają cały miesiąc. Później rozpocznie się żmudna procedura identyfikacji, aby jak najwięcej pomordowanych odzyskało swoje nazwiska i mogło zostać godnie pochowanych. Zespół ma również nadzieję, że zgoda na ekshumacje w Hucie Pieniackiej zostanie wydana równie szybko. Pozwoliłoby to na szybki powrót badaczy i rozpoczęcie prac ekshumacyjnych.









