Gdy katowski topór odciął głowę Tomasza Morusa od reszty ciała, król Henryk musiał odczuć pewien rodzaj ulgi. Konieczność znoszenia krytyki i oskarżeń o sprzeniewierzenie się Bogu i Kościołowi z ust cieszącego się wielkim autorytetem lorda kanclerza, który w dodatku był kilkanaście lat wcześniej współautorem traktatu, za który papież przyznał Henrykowi tytuł Obrońcy Wiary, musiała być nieznośna. Szczególnie że król nie miał zamiaru zrywać z Kościołem, chciał jedynie, by ten służył jako narzędzie w realizacji jego planów. W swoim sporze z papieżem Klemensem VII, który odmówił stwierdzenia nieważności małżeństwa króla Anglii z Katarzyną Aragońską, bardzo chętnie wykorzystywał – przyznany mu przez Leona X – tytuł Defensor Fidei jako uzasadnienie swojego prawa do reformowania Kościoła. To on, w swoim przekonaniu, bronił boskiego prawa do przedłużenia dynastii, bo przecież władza królewska pochodziła z boskiego nadania. Przedstawiał zresztą argumenty teologiczne w swoim rozwodowym sporze z papieżem. Ustami Tomasza Cranmera król uzasadniał, że małżeństwo z Katarzyną jest nieważne, ponieważ ta była wcześniej żoną jego zmarłego brata Artura, a ówczesne prawo (np. synod w Epaone z VI w.) zabraniało wdowie poślubienia bliskiego krewnego zmarłego męża, co uzasadniano biblijnie, odwołując się do Księgi Kapłańskiej (20,21). I chociaż po śmierci Artura biskup Rzymu wydał zgodę na ślub księżnej z Henrykiem, dyspensa, zdaniem Cranmera i pewnej grupy ówczesnych biblistów, nie mogła być ważna, bo papież nie ma władzy, by unieważnić prawo wynikające z nadania Bożego.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








