Do zdarzenia, o którym jako pierwsza poinformowała agencja Press Association, doszło około godziny 11:40 czasu londyńskiego. Strzały w stronę niewielkiego jachtu oddała rosyjska fregata Admirał Grigorowicz. Obie jednostki znalazły się w niewielkiej, liczącej zaledwie 500 metrów odległości. Nikt nie doznał uszkodzeń ani strat materialnych. Rzecznik ministerstwa obrony przekazał, że resort "bada doniesienia o zdarzeniu na kanale (La Manche)".
Trudno jednak doszukiwać się w tym wydarzeniu przypadku. Na wyspach brytyjskich jest ono odbierane raczej jako działanie odwetowe po tym, gdy Brytyjczycy zatrzymali kilka dni temu na Kanale La Manche tankowca należącego do rosyjskiej floty cieni. Dzień później rząd Keira Starmera ogłosił kolejny pakiet sankcji wymierzonych przeciwko Rosji.
Relacje brytyjsko-rosyjskie zaostrzyły się mocno po inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę w 2022 r. Po tamtych wydarzeniach Wielka Brytania (wówczas rządzona przez Partię Konserwatywną i rząd Borisa Johnsona) stała się jednym z państw przyjmujących najbardziej jednoznacznie krytyczne wobec Moskwy stanowisko.
Likwidacja dawnych agentów
Od samego początku tego konfliktu, pomimo zmiany rządu w Londynie, wyspiarska monarchia pozostaje jednym z najwierniejszych i najbardziej stanowczych sojuszników Kijowa. Jednak gorąco na linii Londyn-Moskwa było już wcześniej, gdy dochodziło do ataków na terenie Wielkiej Brytanii na byłych rosyjskich agentów – otrutego Aleksandra Litwinienki i próby otrucia Siergieja Skripala.
Do pierwszego ataku doszło w 2006 r. Były agent FSB, Aleksander Litwinienko, zmarł w Londynie po otruciu izotopem polonu-210. Z kolei Siergiej Skripal związany wcześniej z GRU został podtruty wraz ze swoją córką środkiem o nazwie nowiczok podczas swojego pobytu w Salisbury. Obojgu jednak udało się przeżyć. Pomimo tego Rosja udowodniła, że jej służby specjalne potrafią przeprowadzać zabójcze rajdy również na terenie innych, dobrze chronionych kontrwywiadowczo państw. W odpowiedzi na próbę otrucia Skripala władze brytyjskie rozpoczęły akcję masowego wydalania rosyjskich dyplomatów.
Wojna dyplomatów
Pierwsze miesiące 2026 roku to kolejna tura „wojny dyplomatów”. Nie było właściwie miesiąca, w którym nie dochodziłoby do napięć. W styczniu rosyjska FSB oskarżyła brytyjskiego pracownika ambasady o „działalność wywiadowczą i dywersyjną” oraz nakazała mu opuszczenie Rosji w ciągu dwóch tygodni. Chodziło o drugiego sekretarza ambasady, który – zdaniem FSB – miał pozyskiwać poufne informacje i werbować Rosjan do pracy na rzecz brytyjskiego wywiadu MI6.
Luty to z kolei miesiąc, w którym Wielka Brytania ogłosiła wydalenie niezidentyfikowanego rosyjskiego dyplomaty jako odpowiedź na „nieuzasadnioną” decyzję Moskwy, zapowiadając jednocześnie, że każda dalsza eskalacja spotka się z natychmiastową reakcją.
Marzec 2026? FSB ponownie uderzyła w brytyjską placówkę: drugi sekretarz ambasady, Albert Gerhard Janse van Rensburg, został oskarżony o „działalność wywiadowczą i dywersyjną” oraz próbę pozyskania poufnych informacji, które ten miał pozyskiwać od rosyjskich ekonomistów. Brytyjczyk musiał opuścić Rosję w ciągu dwóch tygodni. Pod konie kwietnia w odpowiedzi na tamte wydarzenie, Londyn ogłosił wydalenie kolejnego rosyjskiego dyplomaty jako „odwet za bezpodstawne oskarżenia i publiczną kampanię pomówień” wobec brytyjskich dyplomatów. W efekcie 2026 rok przyniósł co najmniej dwie rundy wzajemnych wydaleń i retorykę, w której Moskwa alarmuje o „szpiegostwie na niespotykaną od czasów zimnej wojny skalę”, a Wielka Brytania mówi o „niedopuszczalnej presji i próbach zastraszenia” personelu dyplomatycznego.
Operacje przeciwko rosyjskiej flocie cieni
Koniec marca przyniósł ogłoszenie przez szefa brytyjskiego rządu Keira Starmera, rozpoczęcie akcji przechwytywania statków należących do rosyjskiej floty cieni, na pokładzie których Federacja Rosyjska nielegalnie przewoziła objętą sankcjami ropę naftową, o ile te znajdą się na wodach terytorialnych Wielkiej Brytanii.
Na pierwsze efekty nie trzeba było długo czekać. Już w kwietniu Brytyjczycy wzięli na radar trzy rosyjskie okręty podwodne manewrujące w pobliżu Wysp. Z jednej strony obawiano się, że Rosjanie przygotowują atak na podwodną infrastrukturę telekomunikacyjną i energetyczną, z drugiej rozważano, czy nie jest to rodzaj osłony dla innych jednostek. Jednak do najbardziej spektakularnej akcji doszło w połowie czerwca. 15 dnia tego miesiąca Royal Navy z pomocą komandosów z Royal Marines przeprowadzili na Kanale La Manche abordaż i zajęcie tankowca Smyrtos, pływającego pod banderą Sierra Leone. Była to jednostka figurująca na liście sankcyjnej Unii Europejskiej. Sama operacja służb trwała około sześciu godzin i została wcześniej zatwierdzona przez brytyjskiego premiera. Załoga Smyrtosa została obezwładniona, a statek zajęty. Na jego pokładzie było około 1 miliona baryłek ropy o wartości blisko 70 mln dolarów amerykańskich. Jednocześnie rząd w Londynie zapowiedział, że siły zbrojne otrzymają nowe pełnomocnictwa do zatrzymywania tego rodzaju statków przewożących rosyjską ropę.
Oczywiście ta operacja musiała spotkać się z ostrą reakcją Kremla. Rosyjskie władze grzmiały o pirackim działaniu Brytyjczyków i kradzieży rosyjskiego majątku. Zapowiedziano też odpowiednie kroki odwetowe. Jakie? Tego nie sprecyzowano.
Keir Starmer rezygnuje z funkcji premiera – co dalej w relacjach UK-Rosja?
Pod koniec czerwca szef brytyjskiego rządu i lider Partii Pracy ogłosił, że ustąpi z urzędu, opuści Downing Street i zrezygnuje z trzymania sterów Partii Pracy, co wywołało entuzjastyczną reakcję na Kremlu i stało się przyczyną niesmacznych żartów ze strony Marii Zacharowej. Bliski współpracownik Putina Kirił Dmitriew stwierdził nawet, że ta rezygnacja jest sygnałem dla innych europejskich polityków walczących z Rosją.
Pomimo tego nic nie wskazuje na to, żeby linia polityki zagranicznej Wielkiej Brytanii względem Rosji miała ulec zmianie, niezależnie od tego, kto zostanie nowym liderem Partii Pracy i szefem brytyjskiego rządu.








