Wojciech Teister Wojciech Teister

|

14 czerwca 2026 GOSC.PL

Czy badania DNA obalą wyrok ws. zabójstwa syna Charlesa Linbergha?

Niemal 100 lat po zbrodni i procesie, które wstrząsnęły Ameryką, badania genetyczne mogą doprowadzić do oczyszczenia imienia skazanego. Ta historia daje sporo do myślenia zarówno w kwestii dopuszczalności kary śmierci, jak i wpływu rozwoju technologii na nasze postrzeganie przeszłości.

To była jedna z najgłośniejszych kryminalnych sprawi przedwojennej Ameryki. Porwanie i śmierć 20-miesięcznego synka słynnego pilota Charlesa Lindbergha i jego żony Anne wstrząsnęła nie tylko rodziną dziecka, ale całą ówczesną opinią publiczną. Nic w tym dziwnego, bo historia ta miała w sobie absolutnie wszystko, by zostać okrzyknięta porwaniem stulecia: zaginięcie i śmierć bezbronnego, niewinnego dziecka, tragedia uwielbianej przez wszystkich rodziny celebryty z pierwszych stron gazet (Lindbergh po samotnym przelocie nad Atlantykiem został absolutną supergwiazdą, człowiekiem roku magazynu "Time", laureatem dziesiątek odznaczeń i nagród i członkiem mnóstwa prestiżowych gremiów) i przede wszystkim tajemnica, która spowijała tę sprawę sprawiały, że historia ta angażowała emocje chyba każdego, kto choć w minimalnym stopniu się z nią zetknął. A zetknął się każdy, kto nie mieszkał w tym czasie na bezludnej wyspie. 

Trwające kilka lat śledztwo było pełne niejasności i nagłych zwrotów akcji, jak choćby samobójcza śmierć jednej z niesłusznie podejrzewanych osób, doprowadziło ostatecznie do skazania i śmierci na krześle elektrycznym niemieckiego imigranta Bruno Hauptmanna, który jednak do samego końca twierdził, że to nie on porwał i zamordował chłopca. Choć wyrok zapadł, a Hauptmanna stracono, wielu specjalistów kryminologii podkreśla, że proces miał charakter poszlakowy, a żaden z przedstawionych dowodów nie przesądzał jednoznacznie o winie skazanego. 

Co więcej, niektóre z teorii wskazują na niejednoznaczną rolę samego ojca dziecka, który korzystając z ogromnego autorytetu osobiście wpływał na przebieg śledztwa, blokując choć przesłuchanie służących pracujących w rezydencji Lindberghów w chwili porwania chłopca. Teoria ta została przedstawiona m.in. w podcaście "The Lindbergh Conspiracies" przez Joe Nocerę i Poppy Damon. Autorzy zwracają uwagę na fakt, że sprawca musiał doskonale znać układ pomieszczeń w domu Lindberghów, w noc porwania nie było słychać szczekania psa (co pozwala przypuszczać, że zwierzę znało sprawcę), a list z żądaniem okupu miał znaleźć ojciec dziecka. Jako jedno z możliwych rozwiązań tej zagadki przedstawiają wersję, w której do śmierci dziecka mogło dojść na skutek wypadku, a następnie, aby uniknąć skandalu, upozorowano porwanie. Inni badacze tematu sugerują, że dziecko mogło być chore, a Lindbergh, jako zwolennik teorii eugenicznych mógł świadomie doprowadzić do śmierci syna.

To wszystko tylko teorie, niektóre zresztą z pogranicza teorii spiskowych. Tym niemniej ich żywotność stała się dobrym punktem wyjścia dla zwolenników przebadania części materiału dowodowego dostępnymi dziś (a nieznanymi w latach 30. XX wieku) technikami badań DNA. Chodzi przede wszystkim o listy z żądaniem okupu i koperty, w których te były wysyłane. Znaczki przyklejano bowiem w tamtych czasach dzięki aktywacji kleju śliną. Istnieje więc spora szansa, że na kopertach zachowały się ślady DNA sprawcy. Takie badanie może potwierdzić, ale także oczyścić z winy straconego Hauptmanna.

Decyzję o tym, czy takie badania zostaną przeprowadzone, podejmie sąd. Dziś nie wiemy, jakiej wiedzy dostarczą nam ewentualne analizy. Już teraz jednak ta historia pozwala na wyciągnięcie dwóch wniosków. Pierwszy z nich przypomina o jednej z największych słabości kary śmierci - jej nieodwracalności. W przypadku kary więzienia w razie ujawnienia nowych dowodów lub rozwoju technik kryminalistycznych możliwe jest naprawienie, przynajmniej częściowe, ewentualnie błędnej decyzji sądu. Kara śmierci jest natomiast nieodwracalna, a ewentualna rehabilitacja skazańca po wykonaniu wyroku ma już wyłącznie wymiar symboliczny i historyczny. Drugi wniosek dotyczy wspomnianych technik kryminalistycznych. Nawet zbrodnia, która dziś może wydawać się doskonałą w sensie zatarcia śladów, nie musi być taką za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Gwałtowny rozwój badań i technologii pozwala dziś na rozwiązywanie wielu kryminalnych zagadek, które w chwili popełnienia przestępstwa były praktycznie nie do wykrycia. I to może być poważne ostrzeżenie dla tych, których kusi łamanie prawa - o ile bowiem teoretycznie można stworzyć plan doskonałego przestępstwa, niewykrywalnego dla współczesnych technik śledczych, o tyle nigdy nie wiadomo czy jutro ktoś nie opracuje nowej, przełomowej technologii, pozwalającej zrewolucjonizować sposób prowadzenia śledztwa. Takimi przełomami była choćby technika identyfikacji odcisków palców czy badania znalezionych na miejscu zbrodni śladów DNA. Nikt dziś jednak nie wie, jakie nowe wynalazki wejdą do instrumentarium policji w bliższej i nieco dalszej przyszłości.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister Wojciech Teister Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.