Jak donosi serwis africanews wielu mieszkańców rejonu nadal polega na tradycyjnych metodach leczenia. Część mieszkańców kwestionuje nawet istnienie choroby, a niektórzy unikają szpitali z obawy przed zakażeniem.
Nieufność wobec służb medycznych wpływa również na sposób postępowania ze zmarłymi. Rodziny często samodzielnie organizują pochówki, mimo że osoby zmarłe na Ebolę pozostają zakaźne także po śmierci.
Tymczasem obowiązujące procedury wymagają, aby pogrzeby były nadzorowane przez odpowiednie służby, co ogranicza możliwość przeprowadzania tradycyjnych ceremonii.
Problemy pojawiły się także po stronie systemu ochrony zdrowia. Początkowo specjaliści koncentrowali się na wykrywaniu bardziej rozpowszechnionych szczepów wirusa Ebola, podczas gdy obecne ognisko choroby wywołał rzadszy wirus Bundibugyo. W efekcie epidemia rozwijała się przez kilka tygodni, zanim została oficjalnie potwierdzona 15 maja.
W regionie szerzą się również teorie spiskowe. Mieszkańcy opowiadają o pogłoskach, według których zachodnie organizacje pozarządowe miały wymyślić epidemię w celu pozyskania funduszy. Inni wierzą, że szczepionki służą do celowego zakażania ludzi lub że wirus został przekazany lokalnym społecznościom przez sieć kanalizacyjną.
Na obecną epidemię nakładają się wieloletnie problemy społeczne i polityczne regionu. Wschodnie Kongo od dekad zmaga się z konfliktami zbrojnymi, przemocą i masowymi przesiedleniami ludności. Ograniczony dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej i usług publicznych sprawił, że wielu mieszkańców straciło zaufanie zarówno do władz, jak i do organizacji międzynarodowych.
Według najnowszych danych kongijskich władz potwierdzono 363 przypadki zakażenia Ebolą, w tym 62 zgony. Liczba chorych może być jednak wyższa.








