Już nie wierzę w prawo europejskie

Trybunał strasburski uznał, że poprawi nam Konstytucję – ironizuje prof. Ireneusz C. Kamiński, specjalista prawa międzynarodowego i europejskiego z Polskiej Akademii Nauk i Uniwersytetu Jagiellońskiego, były sędzia ad hoc Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Jarosław Dudała: Pisze Pan na portalu X, że wierzył Pan niegdyś w wartości europejskie, prawa człowieka i prawo w ogóle. Teraz Pan już nie wierzy?

Prof. Ireneusz C. Kamiński: Cóż, jest to podsumowanie drogi, którą przeszedłem. Przyznaję, że byłem kiedyś entuzjastą Unii Europejskiej. Zajmowałem się też bardzo intensywnie prawami człowieka – tak akademicko, jak i praktycznie, występując m.in. jako pełnomocnik w szeregu spraw przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Mój idealistyczny pogląd entuzjasty uległ weryfikacji w konfrontacji z doświadczeniem. Miałem bowiem możliwość obserwowania, jak zmienia się Europa i jak zmienia się sposób orzekania sądów europejskich: Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (trybunału strasburskiego) i jak mocno obecna jest w tym orzekaniu polityka.

Co ma Pan na myśli, mówiąc: polityka?

Chodzi mi o reinterpretację postanowień traktatowych, której dokonują sądy europejskie, a zwłaszcza o to, czy taka reinterpretacja mieści się w granicach tego, co prawnie dozwolone.

Nie tylko ja o tym mówię. Jeden z najbardziej cenionych prawników występujących przed sądami międzynarodowymi Anglik Philippe Sands, podsumowując swoje doświadczenie, napisał, że prawo to przepisy i polityka.  Mam wrażenie, że ten związek należałoby czasami nawet odwrócić: w niektórych przypadkach prawo stosowane przez sądy europejskie to polityka, a przepisy towarzyszą jej jedynie jako uzasadnienie politycznego wyboru.

To jakby odwrócenie dewizy Uniwersytetu Jagiellońskiego: plus ratio quam vis – siła politycznej woli góruje nad rozumową analizą litery prawa.

Tak: najpierw siła, a dopiero potem uzasadnienie, poszukiwanie argumentów, aby uprawomocnić to, co już wcześniej zostało przesądzone politycznie.

Porozmawiajmy o przykładach – najlepiej tych, które dotyczą Polski.

Jest ich bardzo dużo. Zwrócę uwagę tylko na głośną sprawę kopalni „Turów”. Kończyła się jej koncesja wydobywcza, więc w związku z uzyskaniem nowej koncesji trzeba było podjąć tzw. decyzję środowiskową: dokonać analizy wpływu kopalni na środowisko, czego wymaga prawo Unii Europejskiej. Rząd sąsiednich Czech, który obawiał się negatywnych konsekwencji, m.in. obniżenia u siebie poziomu wód gruntowych, wystąpił do TSUE ze skargą, a następnie zwrócił się o tzw. zabezpieczenie, czyli zobowiązanie Polski do zawieszenia wydobycia w kopalni do czasu wydania takiej decyzji. I to byłoby do przyjęcia. Stało się jednak uderzającego: TSUE wydał także inny środek zabezpieczający, który nakładał na Polskę obowiązek zapłaty pół miliona euro za każdy dzień (!) kontynuowania wydobycia. To kuriozum, bo gdyby nawet doszłoby do wydania wyroku mówiącego, że Polska naruszyła prawo europejskie poprzez brak decyzji środowiskowej, to trybunał nie mógłby za to nałożyć na nią kary finansowej. Mógłby to zrobić dopiero wtedy, gdyby Polska tego wyroku nie wykonywała. W odrębnym, kolejnym postępowaniu, tzw. sankcyjnym. Dodatkowo, zgodnie z zasadami kalkulowaniem owej kary, wynosiłaby ona nieco ponad 4.600 euro dziennie. Cóż, jest różnica między 4 tysiącami a pół miliona euro dziennie – i to bez wyroku, prawda?

To był przykład z TSUE. A z Europejskiego Trybunału Praw Człowieka? Pan był jego sędzią ad hoc.

Ograniczmy się do wyroku najnowszego, ale dotyczącego jeszcze decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego z roku 2008 o niepowoływaniu na stanowiska sędziowskie kilku osób wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa.

Osoby te – niezadowolone z braku powołania – zwróciły się ze skargą do polskich sądów administracyjnych. One jednak uznały, że nie mogą badać materii konstytucyjnej, czyli wchodzić w obszar prerogatywy prezydenta. Później analogicznie rozstrzygnął Trybunał Konstytucyjny.

Trybunał strasburski tymczasem uznał się za władny, żeby podjąć decyzję w tej sprawie?

Tak. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, że „poprawi” nam Konstytucję przy pomocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, orzekając, iż konieczna jest procedura kontrolna w stosunku do sposobu wykonywania przez prezydenta jego prerogatywy. Powołał się przy tym na art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi o prawie do rzetelnego, sprawiedliwego postępowania sądowego – ale w sprawach karnych i cywilnych.

Czyli nie konstytucyjnych?

Właśnie! Jest to obszar prawa publicznego, a skoro w grę wchodzi prerogatywa konstytucyjna prezydenta, jest to wręcz obszar konstytucyjny, ustrojowy. Art. 6 w ogóle go nie obejmuje.

Sądziłem, że wspomni Pan raczej wyrok w sprawie Xero Flor, w którym trybunał strasburski zakwestionował sposób powołania jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego albo niedawne postanowienie zabezpieczające, w którym tenże trybunał domaga się od Polski tymczasowego dopuszczenia do orzekania czterech sędziów TK wybranych przez Sejm, ale niezaprzysiężonych przez prezydenta.

To są kolejne przykłady stosowania art. 6 EPCz w obszarze materii konstytucyjnej, czyli poza obszarem prawa karnego i cywilnego.

Wyjście sądu poza własne uprawnienia nazywane jest aktywizmem sędziowskim. Problem ten jest szeroko znany w świecie. Dotyczy zwłaszcza sędziów sądów konstytucyjnych. Nieżyjący już dziś sędzia Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych Antonin Scalia nazywał takich sędziów mułłami Zachodu, czyli ludźmi, który posiadają władzę ogromną i niepodlegającą żadnej demokratycznej kontroli.

To już jest inne zagadnienie. Sędziowie sądów międzynarodowych, w tym sądów europejskich, nie mają demokratycznej legitymacji w tym znaczeniu, że ich nominacja odbywa się według procedur, których nie można nazwać demokratycznymi. Oni są po prostu wskazywani przez polityków. Tym bardziej uzasadnione jest pytanie, czy takie sądy powinny wkraczać w obszar związany z demokratycznymi wyborami, a już zwłaszcza w obszar Konstytucji, której przyjęcie w wielu państwach wymaga przecież referendum, czyli zwrócenia się bezpośrednio do suwerena, do narodu.

W dodatku sądy te traktują Konstytucje, konwencje międzynarodowe czy traktaty europejskich jako tzw. żyjące instrumenty, żyjące prawo. Żyjące – czyli zmieniające się nie na skutek decyzji demokratycznych, ale na skutek interpretacji dokonywanej przez sędziów bez legitymacji demokratycznej. To jest bardzo poważne zjawisko dotyczące gorącego styku prawa i polityki.

Cóż, od 11 lat mamy w Polsce duży nieporządek w sądownictwie, zarówno powszechnym, jak i konstytucyjnym... Ale na aktywizm sędziowski skarżą się także Szwajcarzy czy Brytyjczycy, którzy dyskutują na temat wypowiedzenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i wyjścia spod jurysdykcji trybunału strasburskiego.

Posłużę się tu brytyjskim kazusem, który mocno zogniskował sprzeciw Zjednoczonego Królestwa wobec Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W Wielkiej Brytanii uznaje się, że jeżeli ktoś popełnił przestępstwo na tyle poważne, że został pozbawiony wolności, to naruszył więzi społeczne na tyle, że uprawnione jest pozbawienie go prawa do udziału w wyborach. Wcześniej Europejski Trybunał Praw Człowieka podzielał pogląd, iż władze krajowe są uprawnione do zajmowania takiego stanowiska. W wyroku w sprawie Hirst zmienił jednak ten pogląd. Uznał, że w grę wchodzi tak istotne uprawnienie jednostki, że generalne wyłączenie wszystkich więźniów z prawa do głosowania narusza Europejską Konwencję Praw Człowieka. Tymczasem w Zjednoczonym Królestwie wyłączenie więźniów z prawa do głosowania jest traktowane jako element tradycji konstytucyjnej.

Dlatego państwo to zdecydowało, że nie będzie tego wyroku wykonywać.

Jednocześnie Wielka Brytania podjęła działania w celu wyhamowania Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a więc eliminacji, a przynajmniej ograniczenia aktywizmu sędziowskiego i stosowania doktryny żyjącego instrumentu. Londyn zaproponował wprowadzenie do konwencji dwóch propaństwowych zasad. Pierwsza to zasada subsydiarności, przewidująca, że skoro trybunał jest na końcu całego systemu, to nie powinien kwestionować orzeczeń krajowych w sposób pochopny. Druga to zasada zakładająca pewien obszar swobodnego wyboru władz krajowych przy stosowaniu Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Zasady te wprowadził do konwencji – a mówiąc precyzyjnie: do jej preambuły – protokół nr 15, który wszedł w życie 1 sierpnia 2021 roku.

Jaki był skutek?

Właściwie żaden. Protokół nr 15 nie zmienił orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Wydarzyło się jednak coś bardzo istotnego...

Mówi Pan o deklaracji kiszyniowskiej?

Tak. 15 maja br. przez wszystkie 46 państw Rady Europy została jednomyślnie przyjęta deklaracja, która ma na celu wyhamowanie orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w pewnym szczególnym obszarze: rozstrzygnięć dotyczących migrantów. Chodzi o to, że trybunał strasburski kwestionował m.in. decyzje deportacyjne uzasadniane popełnieniem przestępstw. Trybunał kwestionował je dlatego, że uznawał – niczym sąd czwartej instancji – że przestępstwo nie było dostatecznie poważne lub osoba deportowana nie działała w warunkach recydywy (jakby dopiero recydywa uprawniała do wydalenia z kraju).

Wszystkie państwa Rady Europy sprzeciwiły się takiej linii orzeczniczej. Sprzeciw ten dojrzewał już od pewnego czasu. Najpierw w maju 2025 r. był list grupy premierów zainicjowany przez (lewicową) premier Danii i (prawicową) premier Włoch. Potem 10 grudnia 2025 r., a więc w Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka, miał miejsce tzw. bunt wściekłych: 27 państw wystosowało sprzeciw wobec aktywizmu ETPCz w sprawach migranckich. Majowa deklaracja kiszyniowska mówi i to bardzo mocno, że w sprawach migranckich trybunał nie może zastępować decyzji krajowych, a więc podejmowanych przez organy najlepiej znające okoliczności sprawy i uwarunkowania lokalne. Powiedziano w niej także, iż Europejski Trybunał Praw Człowieka nie może kwestionować rozwiązań polegających na umieszczaniu cudzoziemców, którzy zwrócili się o przyznanie im ochrony międzynarodowej, w ośrodkach przejściowych poza granicami danego kraju (Zjednoczone Królestwo złożyło taki ośrodek w Rwandzie, a Włochy w Albanii).

Co na to trybunał strasburski?

Zobaczymy. To na razie bardzo świeża sprawa. Jeżeli by się okazało, że trybunał zignoruje tę deklarację tak, jak zignorował dopisanie do preambuły Europejskiej Konwencji Praw Człowieka zasady subsydiarności i krajowego marginesu swobody ocen, to państwa mogą zdecydować się na najbardziej radykalny krok, czyli wypowiedzenie konwencji. Zwróciłbym tu uwagę, że dwie partie brytyjskie, które mają obecnie najwyższe notowania (partia Nigela Farage'a Reform UK oraz Partia Konserwatywna) chcą iść do kolejnych wyborów parlamentarnych pod hasłem wypowiedzenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Zwracał Pan niedawno uwagę, że w Szwajcarii głośno dyskutuje się nad wypowiedzeniem tej konwencji i efekt jest taki, że trybunał strasburski okazuje większy szacunek dla decyzji podejmowanych wewnątrz tego kraju. Czy wobec tego Polska powinna wypowiedzieć albo przynajmniej zagrozić wypowiedzeniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka?

Rzeczywiście w sprawach brytyjskich, ale też szwajcarskich, duńskich i w sprawach paru innych krajów, które mocno kwestionują sposób orzekania Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, widzimy pewną zmianę linii. W odniesieniu do tych krajów trybunał zauważa istnienie zasad propaństwowych, a więc zasady subsydiarności i krajowego marginesu swobody ocen. Natomiast w przypadku państw, które są – powiedziałbym – pokorne czy grzeczne, te hamulce nie są zauważane i trybunał działa zupełnie inaczej. Może nie poszedłbym tak daleko, żeby konwencję wypowiedzieć. Ale jeśli głos krytyki będzie przez Polskę dobrze formułowany, to trybunał w Strasburgu ją zauważy. Więc bądźmy asertywni.

« 1 »

Jarosław Dudała Jarosław Dudała Dziennikarz, prawnik, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Były korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej w Katowicach. Współpracował m.in. z Radiem Watykańskim i Telewizją Polską. Od roku 2006 pracuje w „Gościu”.

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.