Jeszcze większy problem polega jednak na tym, że słowa te padły w szczególnych okolicznościach. 22 maja Ministerstwo Edukacji Narodowej skierowało projekt nowego brzmienia podstawy programowej edukacji zdrowotnej do konsultacji społecznych. Zaledwie pięć dni później Komisja Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski przedstawiła swoje stanowisko, wskazując między innymi, że seksualność człowieka powinna być ukazywana także w perspektywie prorodzinnej. Biskupi zrobili więc dokładnie to, do czego służą konsultacje – przedstawili swoje uwagi do projektu przygotowanego przez rząd.
Mimo to minister zarzuciła im „potworne zamieszanie” i „potworną szkodę”, a następnie wezwała, by „nie wtrącali się do całej reszty”. Trudno o bardziej jaskrawą sprzeczność. Albo konsultacje społeczne są rzeczywistym zaproszeniem do zgłaszania opinii, także krytycznych, albo są jedynie procedurą pozorną, w której oczekuje się wyłącznie głosów aprobujących stanowisko ministerstwa.
Co więcej, Barbara Nowacka zarzuca biskupom agresję, choć sama posługuje się językiem konfrontacji. W państwie demokratycznym dyskusja o edukacji nie powinna być sprowadzana do komunikatu: „wasz głos się nie liczy”. Zwłaszcza gdy wypowiada go osoba odpowiedzialna za kształtowanie polityki oświatowej.
Nie sposób także zgodzić się z sugestią, że Episkopat nie powinien zabierać głosu w sprawach edukacji. Biskupi nie występują przecież wyłącznie we własnym imieniu. Są reprezentantami wspólnoty milionów wiernych rodziców, którzy mają pełne prawo interesować się tym, czego państwo będzie uczyło ich dzieci. W pluralistycznym społeczeństwie organizacje religijne, podobnie jak związki zawodowe, organizacje społeczne czy środowiska eksperckie, są jednym z uczestników debaty publicznej.
Cała sprawa odsłania zresztą znacznie poważniejszy problem – chaos towarzyszący reformie edukacji zdrowotnej. Do rozpoczęcia nowego roku szkolnego pozostały zaledwie trzy miesiące, a wciąż trwają konsultacje nad kluczowymi elementami podstawy programowej. Dyrektorzy szkół, nauczyciele i rodzice nadal nie mają pełnej jasności, jakie treści będą realizowane i według jakich zasad. Trudno uznać to za przykład odpowiedzialnego przygotowania jednej z najważniejszych zmian programowych ostatnich lat.
Szczególnie niezrozumiała wydaje się reakcja minister na postulat, by kwestie zdrowia seksualnego były osadzone również w kontekście rodziny. Przecież rodzina jest podstawowym środowiskiem wychowawczym dziecka, a seksualność człowieka ma wymiar nie tylko biologiczny czy zdrowotny, ale także emocjonalny, społeczny i relacyjny. Uwzględnienie tej perspektywy nie oznacza narzucania komukolwiek światopoglądu. Jest raczej próbą pokazania pełniejszego obrazu człowieka i jego rozwoju.
Można oczywiście nie zgadzać się z argumentami przedstawianymi przez Episkopat. Można je poddawać krytyce i proponować inne rozwiązania. Ale trudno zaakceptować sytuację, w której przedstawiciel rządu mówi uczestnikom konsultacji społecznych, by „się nie wtrącali”. Takie podejście podważa sens samej idei konsultacji i sprawia wrażenie, że dialog jest mile widziany tylko wtedy, gdy prowadzi do potwierdzenia wcześniej podjętych decyzji.
Jeśli konsultacje społeczne mają być czymś więcej niż formalnością, każdy ich uczestnik powinien mieć prawo do przedstawienia swoich argumentów – niezależnie od tego, czy jest nauczycielem, rodzicem, ekspertem czy biskupem. Inaczej konsultacje stają się jedynie fasadą, a dialog zamienia się w monolog władzy.
Minister edukacji Barbara Nowacka.
PAP/Adam Kumorowicz








