Po poniedziałkowych obradach kapituły Orderu Orła Białego w Juracie na temat propozycji odebrania odznaczenia prezydentowi Zełeńskiemu, nie opublikowano oficjalnego komunikatu o konkluzjach z tego spotkania. W sieci pojawił się jedynie krótki wpis rzecznika prezydenta Nawrockiego, Rafała Leśkiewicza. Czytamy w nim, że „Kapituła przedstawiła swoją opinię uczestniczącemu w obradach Prezydentowi RP Karolowi Nawrockiemu”, a „Prezydent podejmie decyzję w odpowiednim czasie".
Brak jednoznacznego przekazu może sugerować, że członkowie kapituły byli w swoich opiniach podzieleni. I takie rozstrzygnięcie nie byłoby zaskoczeniem, bo już wcześniej pojawiały się informacje, że przeciwny odebraniu orderu Zełeńskiemu jest co najmniej jeden z jej członków – prof. Michał Kleiber.
Tyle tylko, że sam prezydent rekomendacjami Kapituły związany nie jest. Szacowne grono pełni w tej kwestii funkcję doradczą. Propozycja, by w odpowiedzi na nadanie przez Zełeńskiego jednej z jednostek ukraińskiej armii imienia „Bohaterów UPA” odebrać mu order, wyszła bezpośrednio od Karola Nawrockiego, a z przeprowadzonych sondaży wynika, że takie rozwiązanie ma w polskim społeczeństwie zdecydowanie więcej zwolenników niż przeciwników.
Wiele wskazuje więc na to, że prezydent może zdecydować się na taki krok, co nie będzie jednak równoznaczne z odebraniem odznaczenia, bo aby do tego doszło, potrzebna jest jeszcze kontrasygnata premiera. A ten w tej akurat sprawie kreuje swój wizerunek ojca napominającego dzieci (w tej roli obaj prezydenci), by te zrobiły krok wstecz.
Całe to zamieszanie wokół orderu pokazuje jednak, jak duże znaczenie ma spójna polityka historyczna państwa. Znaleźliśmy się bowiem w sytuacji, w której walczący z naszym wrogiem sąsiad, bez mrugnięcia okiem realizuje politykę kultu odpowiedzialnej za ludobójstwo przeprowadzone na 100 tysiącach Polek i Polaków organizacji, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że może to zrobić, bo w Warszawie nie ma politycznej woli i strategii realizacji własnych interesów względem Ukrainy. Wobec upokorzenia naszego kraju, jedynym, na co nas stać, staje się operetkowa groźba odebrania polskiego orderu głowie państwa ukraińskiego. Tyle może prezydent w ramach swoich kompetencji. A nawet w tym symbolicznym przecież działaniu nie ma jednomyślności z rządem.
Kiedy więc dochodzi do publicznego upokorzenia Polski, jakim było uhonorowanie morderców naszych przodków, państwo polskie nie jest w stanie jednoznacznie i jednomyślnie zareagować. Nawet na poziomie symbolicznym. Podstawowym problemem nie jest jednak to, czy pomysł prezydenta jest trafiony czy też nie, ale brak strategii w komunikowaniu światu własnej perspektywy historycznej. I awantura wokół zrobienia z ludobójców z UPA patronów ukraińskiej jednostki pokazuje to bardzo wyraźnie. W końcu przecież świat dowiedział się o zbrodni wołyńskiej w efekcie tego sporu, a powinien znacznie wcześniej, dzięki prowadzonej ponad partyjnymi podziałami komunikacji historycznej państwa polskiego. Komunikacji, która poza nielicznymi chlubnymi wyjątkami (jak Instytut Pileckiego), w wymiarze strategicznym nie istnieje.








