Kilka dni temu nowa wiceminister sportu Żaneta Cwalina-Śliwowska zwróciła uwagę, że niemal każdy Polak zna Roberta Lewandowskiego, podczas gdy znacznie mniej osób potrafi rozpoznać Ewę Pajor. Trudno się z tym spierać. Pytanie brzmi jednak, czy każda taka różnica jest dowodem na niesprawiedliwość wymagającą interwencji państwa.
To pytanie wraca dziś przy okazji nowych regulacji dotyczących spółek giełdowych. Projekt zakłada, że przedstawiciele płci niedostatecznie reprezentowanej mają zajmować co najmniej jedną trzecią miejsc w zarządach i radach nadzorczych. Powstaną polityki równowagi płci, nowe obowiązki sprawozdawcze i procedury kontrolne. Wszystko w imię słusznego celu, jakim jest zwiększenie udziału kobiet we władzach firm.
Nie mam problemu z samą obecnością kobiet w zarządach. Wiele z nich od lat udowadnia swoje kompetencje i skuteczność. Problem widzę gdzie indziej. Spółka giełdowa nie jest urzędem ani organizacją społeczną. Jej zadaniem nie jest realizacja polityki państwa, lecz tworzenie wartości dla właścicieli i inwestorów. Przez lata uznawaliśmy, że to akcjonariusze mają prawo decydować, komu powierzają zarządzanie swoim majątkiem. Nowe przepisy wychodzą z innego założenia. Nie wystarczy już, że firma działa skutecznie. Ważne staje się również to, czy jej władze odpowiadają określonej wizji społecznej.
I tu pojawia się zasadnicza wątpliwość. Jeżeli państwo może określać pożądane proporcje kobiet i mężczyzn w zarządach, to dlaczego miałoby zatrzymać się właśnie na płci? Dlaczego nie wieku? Miejscu pochodzenia? Wykształceniu? Statusie społecznym? Oczywiście zwolennicy nowych regulacji odpowiedzą, że chodzi wyłącznie o wyrównywanie szans. Tyle że projekt nie dotyczy szans, lecz efektu końcowego. Interesuje go nie proces, ale rezultat. A rezultat ma wyglądać w określony sposób.
W sporcie intuicyjnie rozumiemy, że skład drużyny powinien wynikać z celu, jaki chce ona osiągnąć. Nikt nie oczekuje od reprezentacji narodowej realizowania parytetów. Oczekujemy zwycięstw. Podobnie powinno być w gospodarce. Można zachęcać, promować dobre praktyki i usuwać bariery. Trudniej jednak uzasadnić sytuację, w której państwo zaczyna projektować skład prywatnych organizacji według własnej wizji sprawiedliwości. Bo wtedy coraz mniej miejsca zostaje na wolność wyboru właścicieli, a coraz więcej na realizację politycznych oczekiwań.
Czy państwo powinno decydować, jak mają wyglądać władze prywatnych firm?
Jakub Żerdzicki on Unsplash








