Nazbierało nam się nieco charakternych mężczyzn w tym numerze. I to bez specjalnego planu. Jednak dobrze, że tak się stało, bo pobożnych i odważnych mężczyzn potrzeba naszemu światu jak powietrza. Na czoło wybija się Andrzej Poczobut. Sprawia wrażenie, jakby nie miał w sobie lęku. Po pięciu latach spędzonych w ciężkim więzieniu, mówi z pełnym spokojem, że wraca na Białoruś. Jakby w samą paszczę lwa. Co prawda został ułaskawiony i żaden wyrok już na nim nie ciąży, ale kto by tam wierzył Łukaszence. Tamtejsze sądy pod byle pretekstem znowu mogą go wysłać na długie lata do kolonii karnej. A Poczobut powtarza: „Muszę tam wrócić”. A co do jego wiary, nie wiem, jaka ona jest, wyznaje jednak, że w więzieniu to właśnie ona pomogła mu najbardziej. „Jeżeli człowiek jest ateistą, to żyje tu i teraz, a kiedy zabierają mu czas, to zabierają mu wszystko. A jeżeli człowiek jest wierzący, wie, że Ktoś patrzy na to, co się z nim dzieje. Ta wiara pomaga, zwłaszcza w sytuacji, gdy jesteś sam” – powiedział w rozmowie z „Gościem”. Nie ulega wątpliwości, że tacy ludzie są najbardziej niewygodni dla wszelkiego rodzaju zamordystów. Gdyby tylko mógł, Łukaszenka najchętniej wykupiłby Poczobutowi bilet do Ameryki czy jeszcze dalej w klasie biznes. I byłby to lot w jedną stronę.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








