Podobno arkusz egzaminacyjny z języka polskiego ukazał się w sieci osiemnaście minut po rozpoczęciu matury. Z języka angielskiego jeszcze wcześniej, bo po pięciu minutach. Niewiele więcej czasu potrzeba było, by właściwe odpowiedzi zaczęły przeciekać do ukrytych sprytnie smartfonów. Skala cyfrowego ściągania jest nieznana, zapewne wciąż niezbyt wielka. Centralna Komisja Egzaminacyjna informuje o kilkunastu przyłapanych osobach dziennie. To jeszcze nie burza, ledwo gdzieś pogrzmiewa, ale z każdym rokiem, w miarę technologicznego postępu, możliwości oszukiwania na maturze będą coraz większe.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








