Piotr Legutko: Nie wiedziałem, że Ksiądz jest fanem festiwalu Eurowizji.
ks. Robert Skrzypczak: Fanem to za dużo powiedziane. Obserwuję pewne zjawiska kultury masowej od jakiegoś czasu, bo zwróciłem uwagę, że to jest szkło powiększające tego, co się dzieje w Europie. Festiwal oglądam od momentu, kiedy wygrała go Conchita Wurst. Uznałem, że to jest szczególne pole obserwacji nie tylko dlatego, że zostaje wybrana na liderkę gwiazda, która nosi w sobie rewolucję, ale także zwyciężyła piosenka, która była manifestem antropologicznym. Austriacka drag queen śpiewała o Feniksie odradzającym się z popiołów. O tym, że niesiemy na barykady nową wizję człowieczeństwa, gdzie nie ma już bogatych i biednych, nie ma kobiety i mężczyzny, nie ma żadnych podziałów. To znaczy, że środki masowego przekazu wzięły się za głoszenie jakiejś świeckiej ewangelii, bez Chrystusa. I tylko pod tym kątem mnie to zainteresowało, bo Eurowizja nie jest szczytem moich marzeń estetycznych.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








