Zamach majowy okiem historyka Andrzeja Chwalby, czyli nierozstrzygnięte hamletowskie pytania

Mówiąc o maju 1926 roku, najczęściej wybieramy między dwoma nazwami: zamach albo przewrót. Ale uczestnicy tych wydarzeń wikłali się w języku, szukając nazwy właściwej.

Mówili: bunt, rebelia, rokosz, wojna domowa, wypadki majowe, rewolucja majowa. Andrzej Chwalba nie rozstrzyga, która z nazw jest właściwa, ale powtarza, że wcale nie musiało dojść do wydarzeń, które naznaczyły Polskę.

Piłsudski nie planował zamachu majowego – przekonuje historyk w książce „Maj 1926. Zamach, którego miało nie być”. Już wcześniej Marszałek wchodził do Belwederu, kiedy tylko chciał, i rozmawiał z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim o wszystkim. „Rozmawiał” – to może niewłaściwe słowo. Piłsudski, otoczony legendą, nie pełnił w maju 1926 r. funkcji państwowych, a jednak wymuszał na prezydencie uznanie swojego zdania. Wydawało się Marszałkowi, że wystarczy pojawić się w stolicy otoczonym wiernymi żołnierzami, aby skłonić prezydenta do ustąpienia. Wojciechowski okazał się jednak mężem stanu. Jest konstytucja, jest prawo i jest demokracja, której będzie bronić. Piłsudski nie był przygotowany na taką odpowiedź.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »

Marcin Cielecki