"The Atlantic": Trump postrzega siebie jako postać historyczną na miarę Aleksandra Wielkiego

Chce zapisać się w historii.

Prezydent USA Donald Trump zaczął w prywatnych rozmowach porównywać się  do Aleksandra Wielkiego, Juliusza Cezara i Napoleona Bonaparte - powiedzieli pismu "The Atlantic" doradcy prezydenta. Według pisma, chęć zapisania się w historii stanowi główną motywację stającą za działaniami Trumpa.

Powołując się na wysokiego rangą urzędnika administracji oraz wieloletniego powiernika prezydenta, autorzy tekstu piszą, że Trump mówi ostatnio o sobie w kategoriach "najpotężniejszej osoby, jaka kiedykolwiek żyła". Chce być zapamiętany jako ktoś, kto dokonał rzeczy niemożliwych dla innych przywódców "dzięki samej sile woli" - relacjonuje powiernik.

Jak zaznacza pismo, triada Aleksander-Cezar-Napoleon pochodzi z pism Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który określał ich mianem bohaterów epoki, potępianych za łamanie norm, a jednocześnie zmieniających bieg dziejów.

Cytowani urzędnicy Białego Domu przyznali z rozbawieniem, że Trump nie czytał Hegla, lecz zapoznał się z tą koncepcją za pośrednictwem krótkiego fragmentu tekstu, który ktoś mu wręczył, lub przemówienia wygłoszonego na imprezie w jego klubie golfowym, gdzie mówca zestawił go z Aleksandrem Wielkim i Czyngis-chanem.

Zdaniem "The Atlantic" ta skłonność do postrzegania siebie w kategoriach wielkości historycznej stała się kluczową motywacją stojącą za działaniami Trumpa w jego drugiej kadencji. Ponieważ nie musi już zabiegać o głosy wyborców, prezydent czuje się wolny od kalkulacji politycznych.

- Jest odciążony od trosk politycznych i może robić to, co naprawdę słuszne, a nie to, co leży w jego interesie politycznym. Stąd decyzja o uderzeniu na Iran - powiedział dziennikarzom urzędnik administracji.

Artykuł opisuje działania Trumpa, które składają się na obraz "prezydentury YOLO" (od internetowego akronimu "You Only Live Once" - "żyje się tylko raz"). Rezultatem są bombardowania siedmiu krajów, obalenie dwóch przywódców w ciągu dwóch miesięcy, groźby przejęcia Grenlandii i podważanie sojuszu NATO. Na arenie krajowej tendencje Trumpa przejawiają się w serii monumentalnych projektów budowlanych w Waszyngtonie: sali balowej przy Białym Domu za 400 mln dolarów z kolumnami korynckimi, planowany łuk triumfalny o wysokości 76 m, a także przemianowanie Kennedy Center na Trump-Kennedy Center.

Jak pisze "The Atlantic", Trump osobiście przyozdabia Gabinet Owalny - pozłacane drzwi i sufit, złote urny, portrety prezydentów - a nawet przykleił do drzwi gabinetu zaprojektowaną przez siebie monetę okolicznościową (challenge coin), po czym zaczął ozdabiać w ten sposób drzwi gabinetów swoich współpracowników.

Drugi z powierników prezydenta podsumował jego nastawienie dosadnie: "Jest wyraźnie w nastroju +mam wszystko w d...+".

Magazyn podkreśla polityczne koszty tej postawy. Notowania sondażowe Trumpa osiągają rekordowe doły, Republikanie niepokoją się o wybory do Kongresu w kontekście rosnących cen benzyny, wzrostu oprocentowania kredytów i obaw inflacyjnych związanych z wojną z Iranem. Według źródeł pisma, Trump się tym jednak zbytnio nie przejmuje, uważając, że historia osądzi go pozytywnie z perspektywy czasu.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński

« 1 »