Ten ciąg zdarzeń sprawił, że od Donalda Trumpa zaczęli dystansować się niemal wszyscy. Szybko pojawiły się również głosy, że katolicy, którzy dali liderowi republikanów zwycięstwo, powinni przejrzeć na oczy, z kim mają do czynienia. W rzeczywistości, choć cała sytuacja budzi duże emocje, wcale nie jest politycznie prosta. Nie trzeba być entuzjastą żenującego stylu, w jakim Donald Trump prowadził dyskusję z papieżem Leonem, nie trzeba również zachwycać się amerykańską wojną z Iranem, by nie popaść w radykalny antytrumpizm. Nie ma również potrzeby negowania wagi powodów, dla których wielu katolików w Stanach Zjednoczonych, ale także poza nimi, wiązało z republikańskim prezydentem pewne nadzieje. Każdy, kto nie jest „wyznawcą” Trumpa, wiedział, że zwycięstwo tej postaci oznacza pewne ryzyka, które dziś się realizują. Jednak sygnałem ostrzegawczym dla każdego, kto na sytuację cywilizacyjną i polityczną chce patrzeć z perspektywy katolickiej agendy społecznej, powinno być to, z jaką satysfakcją na błędy polityczne amerykańskiego przywódcy patrzą ci, którzy z zasady zwalczają choćby prawo do życia.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








