Niemcy popierają istnienie i bezpieczeństwo Izraela. Jest to część niezmiennego charakteru stosunków niemiecko-izraelskich. Zdaniem kanclerza Merza jest to wyraz trwałej odpowiedzialności historycznej. To dotyczy dzisiaj, to dotyczy jutra i to obowiązuje na zawsze”. Takie zdanie, opisujące jedno z wydarzeń dyplomatycznych, znajdziemy jeszcze na stronie internetowej Urzędu Kanclerskiego Republiki Federalnej Niemiec. Samo uznanie prawa Państwa Izrael do istnienia to oczywiście pewne minimum, ale słowa o „trwałej odpowiedzialności historycznej” to już bardzo specyficzna dla niemieckiej polityki deklaracja. I faktem jest, że Izrael i Niemcy przez kilkadziesiąt lat łączyło coś więcej niż zwykłe partnerstwo. Poczucie odpowiedzialności za Holocaust sprawiało, że w Niemczech kolejne rządy robiły wszystko, by zbudować i utrzymać dobre relacje z państwem żydowskim. Ba, przez lata Niemcy dostarczały Izraelowi broń i wspierały jego rozwój gospodarczy. I było to zrozumiałe zarówno od strony psychologicznej, jak i strategicznej. Niemcom, jako narodowi, który musiał zmierzyć się z odpowiedzialnością za stworzenie i realizację ludobójstwa, czyli programowego wymordowania kilku milionów Żydów, dotąd zwyczajnie „nie wypadało” ignorować potrzeb państwa żydowskiego. A gdy polityka ostatnich rządów izraelskich, zwłaszcza pod wodzą radykałów skupionych wokół premiera Netanjahu, budziła sprzeciw w większości krajów zachodnich, Niemcom „nie wypadało” krytykować Izraela. Dziś jesteśmy świadkami erozji tego modelu relacji. Coraz wyraźniej widać, że opadają wszelkie blokady mentalne, jakie w niemieckich elitach politycznych były przez lata pewnym niepisanym prawem. To sprawia, że Izrael – na własne życzenie – powoli traci największego w Europie sojusznika.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








