„Bijemy cię za to, żeś robotników bałamucił”. Wstrząsająca historia ks. Romana Kotlarza, „radomskiego Popiełuszki”

Bili go od jednego do drugiego. Po pierwszym uderzeniu 48-letni proboszcz zataczał się w stronę drugiego napastnika, który podawał go ciosem trzeciemu koledze. I tak w kółko – „za to, żeś ty robotników bałamucił, w głowach im przewracał”. Za ujęcie się o dobre imię mieszkańców Radomia ks. Roman Kotlarz zapłacił własną krwią.

Mieszkańcy Radomia w czerwcu 1976 r. wyszli na ulice w proteście przeciw drastycznym podwyżkom cen żywności. Ks. Roman Kotlarz z podradomskiego Pelagowa pobłogosławił demonstrantów, a potem z ambony bronił ich dobrego imienia. Jego plebanię zaczęli wtedy nachodzić rośli mężczyźni po cywilnemu i brutalnie go katować.

Świadkiem jednego z tych ataków była Krystyna Stancel, parafianka z Pelagowa, dziś już nieżyjąca. Rozmawiałem z nią w 2006 roku. – Moje dzieci nazbierały jagód, więc postanowiłam, że pójdę do księdza zrobić mu pierogi. Przyszłam, biorę się za pracę, a tu ktoś puka. Pytam „kto?” i słyszę, że koledzy księdza. Ksiądz woła z pokoju, żebym wpuściła – wspominała.

Otwarła wtedy drzwi. Jeden z przybyłych mężczyzn doskoczył do niej. Uderzył ją czymś w prawe ramię. Napastnicy dopadli ks. Kotlarza i zawinęli go w dywan. – Przez uchylone drzwi zobaczyłam księdza już z głową w dywanie. Krzyknął do mnie: „Uciekaj, dziecko, do domu, masz małe dzieci!” – powiedziała mi pani Krystyna. – Ksiądz zawołał, żebym uciekała do dzieci, no to uciekłam. But zgubiłam po drodze. Szczekała Kreta, czarny, wielki pies księdza, ale ją kopnęli. A ja siedziałam schowana w życie do dziesiątej w nocy, aż mój mąż wrócił z pracy. Wtedy weszliśmy na probostwo. Ksiądz leżał pobity. Ja moczyłam szmaty, a mąż go opatrywał – opowiadała.

Napastnicy zapewne dlatego zawinęli księdza Romana w dywan, żeby bicie nogą od krzesła nie zostawiło śladów na jego ciele. Często do niego wracali, zwykle po zmroku, ale czasem też w dzień – o czym boleśnie przekonała się Krystyna Stancel. Podjeżdżali najczęściej czarną Wołgą. Co najmniej raz wywabili proboszcza na zewnątrz, wołając, że jest potrzebny do umierającego. A kiedy wyszedł, wywieźli go do kamieniołomu i zmasakrowali. Jeśli nie chciał otworzyć drzwi, wyważali je łomem. Przerażeni parafianie widzieli rano zamki wyrwane z drzwi na probostwie i jęczącego z bólu duszpasterza.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
« 1 »

Przemysław Kucharczak Przemysław Kucharczak