Ten tekst czytasz w całości za darmo w ramach promocji. Chcesz mieć stały dostęp do wszystkich treści? Kup subskrypcję na www.subskrypcja.gosc.pl
Agata Puścikowska: Jak odbiera Siostra proponowane przez ministerstwo rodziny zmiany w ustawie o pomocy społecznej?
S. Benedetta Górska OSB: Uważam, że pomysł ministerstwa – czyli w skrócie - kierowanie do domów pomocy społecznej tylko pełnoletnich osób - jest skandaliczny! Dlaczego? Bo od momentu, gdy wejdzie w życie ten zaproponowany zapis ustawy o pomocy społecznej – setki dzieci pozostaną bez pomocy! Brakuje dziś rodzin adopcyjnych, brakuje rodzin zastępczych dla zdrowych dzieci, więc o specjalistycznych nawet już nie wspomnę. Natomiast Regionalnych Placówek Opiekuńczo-Terapeutycznych (RPOT) - o których tak dumnie i z nadzieją, że będą wybawieniem dla dzieci mówi wiceminister Katarzyna Nowakowska, w tej chwili w Polsce jest „aż” 12 (sic!)! Gdzie więc trafią dzieci, z którymi rodziny zastępcze sobie nie radzą? Co z dziećmi, których siły rodziców już się wyczerpały? Kto przyjmie dzieci niepełnosprawne odbierane w trybie natychmiastowym rodzinom niewydolnym, dysfunkcyjnym? Gdzie znajdzie dom dziecko z poważnymi obciążeniami, z niepełnosprawnościami sprzężonymi, pozostawione po narodzinach w szpitalu?
To może utworzyć więcej RPOT-ów?
Ale kto „na pstryknięcie”, nagle, utworzy RPOTy, czyli zatrudni kadrę, wybuduje nowy dom lub dostosuje (potrzebna winda, podjazdy, system przyzywowy i wiele innych udogodnień) istniejący do potrzeb dzieci z niepełnosprawnościami? To piękna, lecz utopia. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że ktoś wymyśla budowanie nowych instytucji, przy jednoczesnym „wygaszaniu” istniejących, prawidłowo funkcjonujących. Czy nie jest absurdem wygaszanie Domów (DPSów) dostosowanych do potrzeb dzieci z niepełnosprawnościami, a budowanie nowych? Kto to będzie robił? Czy rzeczywiście ludzie z doświadczeniem i wiedzą? W założeniu, ministerstwo chce deinstytucjonalizacji ośrodków pomocowych. Ale czy to naprawdę musi polegać na niszczeniu jednej instytucji (DPS) żeby tworzyć nowe (RPOT)? Gdzie tu jest sens, logika i ekonomia? Mamy na to pieniądze?
Ministerstwo twierdzi, że miejsce dzieci jest w rodzinie…
Och, ma rację. Oczywiście, że miejsce dzieci jest w rodzinie. Też chciałabym, żeby wszystkie dzieci mogły wychowywać się w rodzinie - naturalnej, adopcyjnej, zastępczej - i otrzymywać wsparcie obojga rodziców, budować bliskie relacje, otrzymywać profesjonalną pomoc w domu. Jednak każdy kto trzeźwo patrzy na polską rzeczywistość i ma choćby odrobinę wiedzy w jakim stanie jest dziś piecza zastępcza, ile jest rodzin zainteresowanych adopcją dzieci zdrowych (nie mówiąc o niepełnosprawnych), ile dzieci oczekuje na przysposobienie wie, że nie każde dziecko trafi do rodziny! Ani tym bardziej do RPOTów - których po prostu jest rażąco za mało w tej chwili.
Wsparcie systemu adopcyjnego? Tak, by było więcej chętnych do przyjęcia skrajnie chorych dzieci?
O tak, idea jest piękna! Ale przecież od wielu lat działa piecza zastępcza i system adopcyjny. Pojawia się więc pytanie: dlaczego nie wszystkie dzieci znajdują w nich swój dom? Odpowiem: może dlatego, że są obciążone kilkoma chorobami, bo przejawiają bardzo poważne zaburzenia zachowania, bo wymagają dostępu i pomocy wielu specjalistów, bo istnieje zrozumiały lęk przed tym jak wiele czasu i wysiłku trzeba włożyć, by tym dzieciom pomóc…
W pomysłach ministerstwa widzi Siostra jakiekolwiek dobre rozwiązania?
W projekcie ustawy dotyczącym umieszczania w DPS tylko pełnoletnich, nie widzę żadnych plusów! Jednocześnie chcę podkreślić, że reforma pomocy społecznej na pewno jest potrzebna – co od dawna my, praktycy, specjaliści w tej dziedzinie, widzimy, czujemy, wręcz o tym mówimy. Ministerialny projekt nowelizacji ustawy jest dość szeroki ale nadal nie ma w nim tego o czym myślimy jako dyrektorzy wielu domów dla dzieci. Co najgorsze nikt z ministerstwa o tak naprawdę nie chce rozmawiać, i nie słucha naszego głosu…
Podobno są szerokie konsultacje społeczne, a panie z ministerstwa opowiadają o swej dobrej woli, by słuchać...
Mam inne zupełnie spostrzeżenia. Wręcz mam wrażenie, że proces legislacji, który ma trwać do 30 kwietnia jest po prostu fikcją. Zacznę od tego, że informację o spotkaniu pani wiceminister z nami czyli z dyrektorami DPS ów dla dzieci, otrzymałam telefonicznie z Urzędu Wojewódzkiego 3 kwietnia. I z zaznaczeniem, że zgłoszenia trwały do... 2 kwietnia, więc mam 90 minut na odpowiedź czy wezmę w nim udział. Delikatnie mówiąc było to niezbyt poważne potraktowanie zaproszonych gości ze strony organizatorów tego spotkania. I wywołało niesmak już na początku wokół sprawy… Najbardziej jednak boli i budzi moje oburzenie ton, w którym wypowiadają się panie minister i wiceminister. Słuchając ich wypowiedzi mam wrażenie, że decyzja została podjęta, że klamka zapadła, że zakończone konsultacje przyniosły akceptację środowisk zaproszonych do dialogu. Panie z ministerstwa od ogłoszenia projektu ustawy z całym przekonaniem wypowiadają się, że dzieci nie będą kierowane już do DPSów. I kropka. A przecież nowelizacja jeszcze nie weszła! Przecież jeszcze trwają konsultacje! Trwa proces legislacji! Jeszcze wiele osób zabiera publicznie głos w tej sprawie wyrażając swoje zaniepokojenie, oburzenie, gniew! Jeszcze projekt nie trafił do Sejmu, a ustawy nie podpisał pan prezydent! Skąd więc taka pewność, że ten zapis otrzyma akceptację? Jeśli na takiej postawie, dość aroganckiej, polegają prace nad ustawą , konsultacje, rozmowy z praktykami, to mamy opłakany stan twórczej rozmowy i daleko nam do wspólnego wypracowywania najlepszej drogi.
To co można realnie zaproponować, by w przyszłości los chorych dzieci był lepszy?
Myślę, że warto rozpocząć poważną kampanię promującą adopcję, pieczę zastępczą, warto próbować tworzyć RPOTy. Ewolucyjnie, z głową, nie rewolucyjnie. Warto też z szacunkiem spojrzeć na wieloletnie doświadczenie Domów Pomocy Społecznej dla Dzieci i po prostu korzystać z tego co już wypracowaliśmy, co zbudowaliśmy, w co wkładamy całe serce i zaangażowanie…
Pomoc powinna być adekwatna do potrzeb każdego dziecka, do bardzo różnorodnych potrzeb i sytuacji. Również rodzic powinien mieć wybór czy chce dziecko umieścić w rodzinie zastępczej czy w RPOT, czy w DPS. Myślę, że potrzeb jest tak wiele, że w przestrzeni pomocy społecznej mogłoby się znaleźć miejsce i dla adopcji, i dla pieczy zastępczej, dla RPOtów i dla naszych domów. Trzeba tylko mądrego realizmu, odrobiny pokory i otwartych oczu i uszu osób, które zza biurka ministerialnego „kroją” nowe ustawy. I jeszcze jedna mała refleksja, na którą niestety nie ma w tej dyskusji miejsca: brakuje domów dla bardzo wyjątkowych dzieci z autyzmem, brakuje domów dla dzieci z zaburzeniami zachowania, z chorobami psychicznymi, z lekką niepełnosprawnością intelektualną, dzieci z FAS. Profesjonalnie i naprawdę w zgodzie z dobrem dzieci byłoby, gdyby ministerstwo pomyślało o tworzeniu dla nich domów, na miarę naszych: prowadzonych profesjonalnie, na najwyższym poziomie, a jednocześnie z miłością i indywidualnym podejściem…








