Węgry przed zmianą. Jakim premierem będzie Péter Magyar?

Péter Magyar i jego ugrupowanie Tisza (Partia Szacunku i Wolności) ma w Zgromadzeniu Narodowym Węgier większość konstytucyjną i może nie tylko samodzielnie rządzić, ale i zmienić ustrój kraju. Otwartym pozostaje pytanie, czy Polska będzie miała w nim dobrego partnera.

O sukcesie Tiszy zadecydowała największa od 1990 r. frekwencja wyborcza. Do urn poszło blisko 80 proc. uprawnionych do głosowania. Elektorat dotychczas bierny, a przede wszystkim młodzi wyborcy byli zmęczeni 16 latami rządów Orbána. Nie pamiętali o jego reformach socjalnych i sukcesach w budowaniu tożsamości narodowej. Obwiniali go za wszystkie niepowodzenia kraju i fatalną sytuację gospodarczą. W tych warunkach głosowanie stało się plebiscytem. W większości ze 106 okręgów jednomandatowych, gdzie dotąd przeważnie wygrywali kandydaci Fideszu, tym razem nawet doświadczeni politycy tej partii przegrywali z reprezentantami Tiszy, często ludźmi znikąd, o których niczego nie wiedziano. Kościoły chrześcijańskie nie skorzystały z tego, aby przekazać opinii publicznej chociażby moralną ocenę toczonej walki wyborczej. Konferencja Episkopatu Węgier zadeklarowała w październiku 2025 r., że nie zamierza brać udziału w kampanii, skupiając się na „zbawieniu dusz”. Tradycyjnie wyrażono przy tym ubolewanie nad poziomem debaty politycznej, wskazując na wszechobecne oszczerstwa i „brutalny język”. Choroba Prymasa Węgier kard. Pétera Erdő, szanowanego nie tylko w całym kraju (uchodził za jednego z papabile na konklawe wybierające następcę papieża Franciszka), mogła wpłynąć na wycofanie się Kościoła katolickiego z debaty publicznej w tych przełomowych dla Węgier tygodniach. Nie uchroniło to jednak Kościołów przed ostrą krytyką ze strony Magyara, który zarzucał im na wiecach, że milczeli, gdy w kraju działo się tak wiele złych rzeczy, gdyż reżim Orbána przekupił ich hojnymi dotacjami i darowiznami. Opozycji sprzyjała Unia Europejska, która w różny sposób, także blokując środki pomocowe, wywierała nacisk na węgierskich wyborców. Magyar w trakcie kampanii wyborczej nie przedstawił żadnego konstruktywnego planu, grał na emocjach, trafnie diagnozując patologie rządów Fideszu. Zdobył poparcie centrum politycznego, ale zyskał także głosy wyborców o poglądach liberalno-lewicowych, którzy tym razem nie zagłosowali na partie lewicowe, ale na najsilniejszego reprezentanta opozycji. Dlatego po raz pierwszy od 1990 r. do parlamentu nie dostali się przedstawiciele postkomunistycznej lewicy.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »

Andrzej Grajewski Andrzej Grajewski W redakcji „Gościa Niedzielnego” pracuje od czerwca 1981 r. Dziennikarz działu „Świat”. Doktor nauk politycznych, historyk. Autor wielu publikacji prasowych i książek – m.in. „Wygnanie” oraz „Agca nie był sam: wokół udziału komunistycznych służb specjalnych w zamachu na Jana Pawła II”.