Premier Libanu Nawaf Salam oświadczył we wtorek, że jego rząd nie dąży do konfrontacji z Hezbollahem, ale nie pozwoli się zastraszyć. Szef libańskiego rządu spotkał się w Paryżu z prezydentem Francji Emmanuel Macron, by omówić wzmocnienie pozycji Bejrutu w planowanych negocjacjach z Izraelem.
– Kontynuujemy tę drogę, przekonani, że dyplomacja nie jest oznaką słabości, lecz odpowiedzialnym działaniem, by nie pozostawić żadnej możliwości niewykorzystanej w przywracaniu suwerenności mojego kraju i ochronie jego obywateli – powiedział Salam. Nawiązał w ten sposób do zaplanowanych na czwartek w Waszyngtonie rozmów na szczeblu ambasadorów z udziałem Izraela i Libanu.
Nie wiadomo jeszcze, czy ich celem będzie przedłużenie kruchego, 10-dniowego zawieszenia broni między Izraelem a Hezbollahem, czy przygotowanie gruntu pod szersze negocjacje.
14 kwietnia w siedzibie amerykańskiego Departamentu Stanu spotkali się ambasadorowie Izraela i Libanu w USA. Były to pierwsze bezpośrednie rozmowy obu państw na tak wysokim szczeblu od 1993 r.
Izrael i Liban nie utrzymują oficjalnych stosunków dyplomatycznych, a sama kwestia podjęcia bezpośrednich negocjacji budzi w Libanie kontrowersje. Kraj ten był wielokrotnie atakowany przez Izrael, który w ostatnich dekadach prowadził działania zbrojne na południu Libanu przeciwko siłom Hezbollahu.
Od początku marca Izrael prowadzi ofensywę lądową na terenach wcześniej kontrolowanych przez Hezbollah. Ugrupowanie to na początku marca przyłączyło się do wojny Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem, opowiadając się po stronie Teheranu.
Od kilku tygodni izraelska armia prowadzi działania zmierzające do utworzenia strefy buforowej wzdłuż granicy, która miałaby uniemożliwić Hezbollahowi ostrzeliwanie północy Izraela. Obejmują one m.in. wypędzenie lokalnej ludności oraz wyburzanie zabudowy na pasie terenu o szerokości około 4 km.
Minister obrony Izraela Israel Katz zapowiedział okupację aż do rzeki Litani, położonej około 30 km od granicy.
– Nie dążymy do konfrontacji z Hezbollahem. Wręcz przeciwnie, chciałem jej uniknąć, ale proszę mi wierzyć – nie damy się zastraszyć Hezbollahowi – podkreślił Salam, pytany o zdolność państwa do rozbrojenia ugrupowania.
Liban zapowiedział w 2025 r. rozbrojenie Hezbollahu, jednak jego armia działa ostrożnie, obawiając się wywołania napięć wewnętrznych. Władze kraju są prawdopodobnie zbyt słabe, by doprowadzić do realizacji tego celu. Stany Zjednoczone i Izrael krytykowały Liban za zbyt powolne działania.
Hezbollah (arab. „partia Boga”) przed 2024 r. uchodził za jedną z największych niepaństwowych armii na świecie i jest uznawany na Zachodzie za organizację terrorystyczną. W Libanie działa także jako siła polityczna, kontrolując część życia społecznego i gospodarczego. Jako szyicka partia uczestniczył w większości koalicji rządzących w minionych dekadach.
Premier Salam dodał, że kraj będzie potrzebował 500 mln euro w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, by poradzić sobie z kryzysem humanitarnym wywołanym izraelską inwazją. Według libańskiego ministerstwa zdrowia od 2 marca zginęło około 2300 osób. ONZ podaje, że ponad 1,2 mln z 6 mln mieszkańców Libanu zostało przesiedlonych.








