Pacjent w trybach systemu. Dlaczego w polskich szpitalach prawa człowieka zostają za drzwiami?

– To rzadziej zła wola, częściej system i nawyki, które nikt nie kwestionuje – mówi Mateusz Sieradzan, pielęgniarz i ratownik medyczny, autor książki „Szpital to nie hotel”.

Agnieszka Huf: Prawie każdy, kto trafia do systemu ochrony zdrowia, mierzy się z sytuacjami, w których jego prawa jako pacjenta nie są przestrzegane. Dlaczego jest tak źle?

Mateusz Sieradzan: Napisałem całą książkę, próbując odpowiedzieć na to pytanie. Teorii mam kilka. Uważam że historycznie patrząc, pacjent nigdy nie był w centrum zainteresowania. Celem była skuteczność procedur czy rozwój nauki, a pacjent był raczej środkiem do ich osiągnięcia. Ważniejsze od niego były wykonywane procedury i chwała, jaką przyniesie to lekarzowi i mamy na to sporo dowodów archiwalnych. Być może też wciąż odbijają się na nas lata PRL-u i postsowiecki model opieki zdrowotnej. Kiedy słucham, jaki stosunek do pacjentów ma dziś personel w Rosji czy na Ukrainie, a jak to wygląda w Europie Zachodniej, to mam wrażenie, że rozmawiamy o innych rzeczywistościach. U nas wciąż silne są te wschodnie naleciałości z czasów, których co prawda nie doświadczyłem na sobie, ale ich echa pobrzmiewają. Dzisiaj powinniśmy dążyć do partnerstwa w relacjach medyk-pacjent. Kiedyś dominował paternalistyczny model opieki, gdzie lekarz się zna, a pacjent ma się nie odzywać i dopasować. Sam w swojej książce szukam odpowiedzi na to pytanie i jeszcze nie poznałem dlaczego tak się dzieje.

O prawach pacjenta mówi się Twoim zdaniem zbyt mało?

Ustawa o prawach pacjenta funkcjonuje od 2008 roku. Podczas studiów uczono mnie ich przestrzegania – przynajmniej w teorii. Tylko właśnie – teoretycznie je znałem, a w praktyce trafiłem do szpitala i okazało się, że funkcjonują tylko na papierze. Pacjent trafia w szpitalne tryby i ma się dostosować, nie dyskutować, wykonywać polecenia, nie zadawać pytań. 

I absolutnie nie przypominać, że ma jakiekolwiek prawa…

Właśnie. W szpitalach czy poradniach każdego dnia zdarza się mnóstwo sytuacji, które wprost są zaprzeczeniem ustawy o prawach pacjenta. Na przykład zapisane w niej jest, że pacjent ma prawo do obecności osoby bliskiej podczas udzielania świadczeń zdrowotnych. Są tylko dwa konkretnie opisane przypadki, w których to prawo można ograniczyć. Tymczasem w wielu placówkach jest oczywiste, że pacjent na badania czy konsultacje musi wchodzić sam. I nie ma możliwości, żeby wszedł z nim ktoś z rodziny czy przyjaciół. Bo – o tym też rzadko się wspomina – prawo mówi o obecności osoby bliskiej i to pacjent wybiera, kto nią jest. 

Kilkakrotnie przeżyłam sytuację, w której mój ojciec musiał wejść sam do gabinetu lekarza – ja nie byłam wpuszczona. Po chwili zirytowany lekarz wołał mnie do środka. Mój tata był chory neurologicznie i w stresie bardzo się jąkał. Gdybym mogła z nim wejść od razu, zaoszczędziłabym wszystkim sporo czasu i nerwów.

To dobry przykład. Oczywiście osoba bliska ma prawo towarzyszyć pacjentowi na jego prośbę, tak jak pacjent ma również prawo do tego, by nikt mu nie towarzyszył podczas wizyty, czy badań. Jednak często pacjenci chcą mieć takie wsparcie i zastanawiające jest, dlaczego nie uznajemy za naturalne, że pacjent wchodzi do gabinetu z wybraną przez siebie osobą? Kiedy się temu bliżej przyjrzymy, odkrywamy, że przyzwyczajenia, w jakich funkcjonuje ochrona zdrowia, stoją w sprzeczności z naturą człowieka, aspektem psychologicznym, społecznym. A przecież zajmujemy się doprowadzaniem ludzi do zdrowia…

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
« 1 »

Agnieszka Huf Agnieszka Huf Dziennikarka, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia pedagog i psycholog, przez kilka lat pracowała w placówkach medycznych i oświatowych dla dzieci. Absolwentka Akademii Dziennikarstwa na PWTW w Warszawie. Autorka książek „Zawsze myśl o niebie: historia Hanika – ks. Jana Machy (1914-1942)” oraz „Szczeliny. Bóg w popękanej psychice”.