Ten tekst czytasz w całości za darmo w ramach promocji. Chcesz mieć stały dostęp do wszystkich treści? Kup subskrypcję na www.subskrypcja.gosc.pl
Karol Białkowski: Jak można dziś, po 20 latach obecności w Polsce, opisać misję Rycerzy Kolumba? Ona się zmienia?
Tomasz Wawrzkowicz: Warto zacząć od tego, że ta misja nie została określona 20 lat temu, tylko 144 lata temu przez naszego założyciela, Błogosławionego Księdza Michaela McGivney'a. I ona w swojej istocie się nie zmienia. Od początku chodziło o to, żeby mężczyźni się wspierali, tworzyli wspólnotę braterską i nieśli sobie konkretną pomoc.
Kiedy powstawało Rycerstwo w Stanach Zjednoczonych, w trudnych środowiskach emigranckich, ta pomoc była często warunkiem przetrwania. Jeśli mężczyzna – jedyny żywiciel rodziny – tracił pracę albo życie, inni Bracia wspierali Jego rodzinę. Powstał fundusz pomocy, który z czasem rozwinął się w system ubezpieczeń funkcjonujący dziś w kilku krajach.
Ale istota pozostaje ta sama: chodzi o to, żeby mężczyzna nie był sam. Żeby miał wokół siebie wspólnotę, która go wesprze – duchowo i bardzo konkretnie.
Co dziś stanowi o tożsamości Rycerzy Kolumba w Polsce?
Mamy cztery zasadnicze filary: Miłosierdzie, Jedność, Braterstwo i Patriotyzm. Skupiamy się na dwóch podstawowych obszarach: pierwszy to formacja duchowa, drugi to działanie, czyli dzieła miłosierdzia. Formacja jest fundamentem. Organizujemy rekolekcje dla mężczyzn i całych rodzin, dni skupienia i pielgrzymki – choćby na Jasną Górę czy do św. Józefa w Kaliszu. W każdej radzie jest kapelan, który pomaga tę formację pogłębiać.
Ale ta formacja prowadzi do działania. I tutaj widać ogromną skalę. Mam zestawienie naszych inicjatyw w ostatnich 9 miesiącach – 12 stron drobnym drukiem, dzień po dniu, co się dzieje w całej Polsce. To pokazuje, że nie mówimy tylko o ideach, ale o konkretnych czynach.
Najpierw dbamy o wspólnotę – o braterstwo. Potem pomagamy w parafii, w diecezji, a potem szerzej, w całym kraju. Widzieliśmy to przy klęskach żywiołowych, przy powodziach, przy wojnie na Ukrainie. Po trzech dniach od wybuchu wojny nasze transporty z pomocą były już na granicy.
Bo my zawsze powtarzamy: Rycerze to przede wszystkim ręce do pracy.
Czy to działanie jest czymś szczególnie charakterystycznym dla męskiego przeżywania wiary?
Nie chciałbym tego przeciwstawiać innym formom duchowości, bo w Kościele jest miejsce dla różnych dróg. Natomiast rzeczywiście nasz profil jest taki, żeby łączyć wiarę z działaniem. Wielu mężczyzn potrzebuje konkretu. Chce widzieć, że jego zaangażowanie ma sens i przynosi efekty.
Podam prosty przykład. Podczas rycerskich pielgrzymek nie stawiamy skarbonki. Zachęcamy, żeby ktoś poszedł do sklepu, kupił konkretne rzeczy – na przykład dla hospicjum czy domu samotnej matki – i przywiózł je jako dar. To wymaga zaangażowania, organizacji, decyzji. To już jest działanie.
Podobnie w parafiach. Rycerze pomagają przy organizacji życia parafialnego, przy liturgii, przy różnych pracach. W Stanach Zjednoczonych widziałem to wielokrotnie – Rycerze są obecni w bardzo konkretny sposób: witają ludzi przyjeżdżających na uroczystości, pomagają w organizację wydarzeń, po prostu się angażują. To nie są akcje od święta. To jest codzienność. Dlatego często mówimy, że "jesteśmy mostem między tymi, którzy chcą pomóc, a tymi, którzy tej pomocy potrzebują".
W Polsce często mówi się, że Kościół jest bardziej „kobiecą przestrzenią”. To panie częściej są widoczne w dziełach parafialnych. Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mężczyzn?
Myślę, że wielu mężczyzn po prostu nie widzi dla siebie konkretnej roli. A kiedy taka rola się pojawia – bardzo często ją podejmują. Mamy wiele przykładów, które to potwierdzają. Ostatnio w jednej z parafii w diecezji płockiej, gdzie wcześniej nie było Rycerzy, w ciągu miesiąca powstała wspólnota – 24 mężczyzn, razem z proboszczem.
To pokazuje, że potrzeba jest ogromna. Problem nie polega na tym, że mężczyźni nie chcą, tylko że często nikt ich nie zaprasza do konkretnego działania.
Dziś jesteśmy obecni w 218 parafiach, a w kolejnych kilkudziesięciu jest kilku czy kilkunastu Rycerzy. Razem w Polsce jest nas ponad 8,5 tys. mężczyzn.(na świecie ponad 2,2 mln). Ale parafii w Polsce jest ponad 10 tysięcy. To pokazuje skalę wyzwania i jednocześnie ogromną przestrzeń do rozwoju.
A jak do Rycerzy trafić? Co powinien zrobić mężczyzna, który pomyśli: „to coś dla mnie”?
Najprościej: znaleźć parafię, w której Rycerze już działają, i zgłosić się do proboszcza albo któregoś z braci.
Jeśli ktoś nie wie, gdzie jesteśmy obecni, wystarczy wejść na stronę internetową Rycerzy Kolumba w Polsce. Jest tam zakładka „członkostwo” i można się skontaktować. Na pewno ktoś odpowie i wskaże najbliższe miejsce albo pomoże rozpocząć budowanie wspólnoty.
Czasem dzieje się to bardzo szybko. Miałem niedawno sytuację, kiedy ksiądz proboszcz napisał do mnie, że jest zainteresowany. W ciągu miesiąca odbyło się spotkanie, prezentacja i już po kilku tygodniach przyjęto 24 nowych Rycerzy.
To pokazuje, że to naprawdę nie jest skomplikowane. Trzeba tylko zrobić pierwszy krok.
Pojawia się jednak obawa: czy zaangażowanie w Rycerstwo nie odbywa się kosztem rodziny?
My bardzo jasno stawiamy hierarchię wartości. Najpierw Pan Bóg i wiara, potem rodzina, potem praca zawodowa, a dopiero na czwartym miejscu Rycerstwo. Nie chcemy, żeby ktoś zaniedbał to, co najważniejsze. Rycerstwo ma pomagać porządkować życie, a nie je komplikować.
Zresztą większość naszych działań realizujemy razem z rodzinami. Żony, dzieci – wszyscy są zaproszeni. To nie jest zamknięta grupa mężczyzn, którzy robią coś „po cichu”.
Często powtarzamy – trochę żartobliwie, ale z sensem – że jeśli kobieta chce być damą, powinna posłać swojego mężczyznę do Rycerzy.
A sama nazwa? „Rycerze” – dla niektórych brzmi to dziś dość archaicznie.
Jeśli patrzymy na to dosłownie, to rzeczywiście może się tak wydawać. Ale tu nie chodzi o zbroję i miecz. Chodzi o wartości, które kiedyś definiowały rycerza: prawość, odpowiedzialność, wierność, gotowość do służby. To jest sedno.
Naszą „zbroją” i „mieczem” jest różaniec. Każdy mężczyzna, który do nas dołącza, otrzymuje go podczas Uroczystości Wstąpienia w nasze szeregi. To bardzo symboliczne – pokazuje, że nasza walka ma charakter duchowy.
Rycerstwo to nie jest rola do odegrania. To jest sposób życia.
Jak widzi Pan przyszłość Rycerzy Kolumba w Polsce?
Bardzo jasno: chcemy być obecni w każdej parafii. To była wizja naszego założyciela i ona jest wciąż aktualna. Dziś jesteśmy dopiero na początku tej drogi. Ale widzimy, że tam, gdzie pojawiają się Rycerze, tam Kościół zaczyna żyć pełniej. Bo pojawia się konkret, odpowiedzialność, działanie.
I myślę, że to jest też odpowiedź na pytanie o przyszłość Kościoła. Potrzebujemy ludzi, którzy nie tylko wierzą, ale też działają. Bo wiara, która staje się czynem, naprawdę zmienia świat. Vivat Jesus!








