Pełne wprowadzenie zakazu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach podstawowych może okazać się w praktyce bardzo trudne – ocenia adwokat Tomasz Kędra. Jego zdaniem nowe przepisy nie dają placówkom realnych narzędzi do skutecznego egzekwowania ograniczeń.
Do 23 kwietnia trwają konsultacje publiczne projektu nowelizacji Prawa oświatowego przygotowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Resort chce wprowadzić jednoznaczny zakaz korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń elektronicznych zarówno podczas lekcji, jak i na przerwach. Jak tłumaczy ministerstwo, zmiana ma uporządkować sytuację i zapewnić szkołom jasne podstawy prawne, ponieważ dotychczas zasady te regulowane były indywidualnie w statutach poszczególnych placówek.
W rozmowie z PAP adwokat Tomasz Kędra zwraca jednak uwagę, że już dziś szkoły mają możliwość wprowadzania ograniczeń. Przepisy pozwalają bowiem na określenie zasad korzystania z telefonów w statutach, a – jak zaznacza – wiele placówek już z tego korzysta. Nowelizacja wprowadza jednak istotną zmianę: zakaz nie będzie już zależał od decyzji dyrektora czy organu prowadzącego, lecz stanie się obowiązkowy.
Zdaniem prawnika problem polega na tym, że ustawodawca wprowadza obowiązek, ale nie zapewnia narzędzi do jego realizacji. Ministerstwo zakłada, że każda szkoła sama zdecyduje, jak w praktyce wdrożyć zakaz. W ocenie skutków regulacji wskazano nawet, że nowe przepisy nie będą generować kosztów. To – według eksperta – założenie nierealistyczne, bo skuteczne egzekwowanie zakazu może wymagać dodatkowych nakładów finansowych.
Wątpliwości budzi zwłaszcza kwestia ewentualnego przechowywania telefonów. Choć projekt nie nakłada obowiązku oddawania urządzeń, pojawiają się propozycje takich rozwiązań, jak tzw. kieszonki na telefony. Jak podkreśla mec. Kędra, oznaczałoby to poważne konsekwencje prawne i organizacyjne. Szkoła, która przejmuje sprzęt uczniów, bierze za niego odpowiedzialność, co wiąże się z koniecznością zapewnienia odpowiednich warunków przechowywania, zabezpieczenia urządzeń i nadzoru. Przy dużej liczbie uczniów staje się to poważnym wyzwaniem logistycznym, a dodatkowo rodzi ryzyko kradzieży lub pomyłek.
Ekspert zaznacza przy tym, że projekt nie zakłada zakazu przynoszenia telefonów do szkoły, lecz jedynie zakaz ich używania. Całkowite ograniczenie możliwości wnoszenia urządzeń mogłoby bowiem naruszać prawo własności i utrudniać korzystanie z telefonu poza szkołą, na przykład w drodze do domu. W praktyce więc uczniowie najprawdopodobniej będą mogli mieć telefony przy sobie, ale nie będą mogli z nich korzystać.
Największym wyzwaniem pozostaje jednak egzekwowanie nowych przepisów. Jak zauważa mec. Kędra, nauczyciele nie są w stanie kontrolować wszystkich miejsc w szkole, zwłaszcza podczas przerw. Pomysły takie jak pozostawianie telefonów w klasach również wiążą się z ryzykiem odpowiedzialności za sprzęt. Dodatkowo – jak podkreśla ekspert – pilnowanie urządzeń uczniów nie należy do podstawowych obowiązków nauczyciela, co oznacza, że może on odmówić wykonywania takich zadań.
Projekt przewiduje jednocześnie wyjątki od zakazu. Telefon będzie można wykorzystać za zgodą nauczyciela w celach dydaktycznych, na przykład podczas zajęć z wykorzystaniem nowych technologii. Drugim przypadkiem są sytuacje związane ze zdrowiem lub szczególnymi potrzebami ucznia, jak choćby konieczność monitorowania poziomu glukozy.
Mimo licznych zastrzeżeń ekspert ocenia, że kierunek zmian jest słuszny. Nawet częściowe ograniczenie korzystania z telefonów może – jego zdaniem – przynieść pozytywne efekty i poprawić funkcjonowanie uczniów w szkole. Kluczowe pozostaje jednak to, czy za przepisami pójdą konkretne rozwiązania, które pozwolą szkołom realnie je stosować.
kb/PAP