Warunkiem wstrzymania ataków jest otwarcie cieśniny Ormuz. Iran zgodził się na to, pod pewnymi warunkami. Ale, ze względu na decyzję Izraela, ten rozejm nie będzie dotyczył wszystkich.
Jeszcze we wtorek prezydent Donald Trump zapowiadał za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, że jeśli Irańczycy nie zgodzą się na otwarcie dla żeglugi cieśniny Ormuz, "zginie cała cywilizacja". Wcześniejsze zapowiedzi koncentrowały się na zniszczeniu wszystkich elektrowni (w tym atomowej i mostów w tym rozległym kraju. Godzinę ataku amerykański prezydent wyznaczył na 20.00 we wtorek (2 w nocy czasu polskiego). Nic więc dziwnego, że tego wieczoru wielu nie mogło zasnąć, a wielu z tych, którzy zasypiali, zastanawiało się w jakim świecie obudzą się o poranku. Co więc stało się tej nocy, że prezydent państwa, które rzeczywiście ma możliwości, by unicestwić liczącą 7 tysięcy lat perską cywilizację zmienił zdanie?
W procesie negocjacji udział brały nie tylko zainteresowane bezpośrednio strony konfliktu, ale również przedstawiciele innych państw. To ich rola miała okazać się kluczowa. Zegar odliczający czas do armagedonu zatrzymał się pół godziny po północy. Będące już w powietrzu samoloty nie zaatakowały, a zapowiedziana apokalipsa została nie tyle wstrzymana, co odroczona o dwa tygodnie. A później? To zależy od tego, co wydarzy się w ciągu kolejnych 14 dni. Decyzję o zawieszeniu broni prezydent Trump ogłosił osobiście:
"Na podstawie rozmów z premierem (Pakistanu - przyp. WT) Shehbazem Sharifem i marszałkiem Asimem Munirem, w których zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie wysłania niszczycielskich sił do Iranu dziś wieczorem, pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na całkowite, natychmiastowe i bezpieczne otwarcie Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i ataki na Iran na okres dwóch tygodni" - napisał Donald Trump na platformie Truth Social.
Czasowy rozejm ma być punktem wyjścia do rozmów o długoterminowym pokoju. Irańscy negocjatorzy mieli w tej sprawie przygotować ramową propozycję opierającą się o 10 punktów:
"Otrzymaliśmy 10-punktową propozycję od Iranu i uważamy, że stanowi ona praktyczną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie kwestie sporne z przeszłości zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a okres dwóch tygodni pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie Porozumienia" - napisał Donald Trump.
Na warunki zawieszenia broni musiały się oczywiście zgodzić również władze w Teheranie. Szef tamtejszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych potwierdził, że Iran wstrzyma swoje operacje obronne (w których zawierają się również m.in. ataki na Izrael i instalacje przemysłowe w państwach Zatoki Perskiej). Cieśnina Ormuz ma być otwarta, a żegluga przez nią bezpieczna pod warunkiem koordynacji ruchu statków z siłami zbrojnymi Iranu. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że jednym z tych warunków może być konieczność ponoszenia opłaty tranzytowej, na rzecz odbudowy wojennych zniszczeń, ale nie ma oficjalnego potwierdzenia, że Amerykanie zgodzą się na to rozwiązanie. Zawieszenie broni miał też zatwierdzić obecny najwyższy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei. Jednocześnie Irańczycy zwracają uwagę, że rozpoczęcie rozmów pokojowych nie jest równoznaczne z zakończeniem wojny.
Rozejm nie dla Libańczyków
Podobnego zdania zdaje się być również rząd Izraela, który zaakceptował zawieszenie broni, jednak już teraz zaznaczył, że nie będzie ono obejmowało zaatakowanego przez Izraelczyków Libanu. Tam, szczególnie na południu kraju, trwają walki między armią izraelską a Hezbollahem. Ofiarami tych starć są przede wszystkim sami Libańczycy. Co najmniej 1500 z nich zginęło (w tym 130 dzieci), około 1,2 miliona osób musiało opuścić swoje domy. Wśród wypędzonych jest co najmniej 150 tysięcy chrześcijan. Dla nich ogłoszony przez Donalda Trumpa rozejm nie oznacza zmiany sytuacji ani o włos.
Krótki oddech dla światowej gospodarki?
Oczy całego świata są zwrócone na Zatokę Perską nie tylko z powodu sytuacji, w jakiej znaleźli się ludzie zamieszkujący tę część świata. Cieśnina Ormuz to szlak tranzytowy dla ogromnej części surowców energetycznych pochłanianych przez światową gospodarkę. Od produkowanych na Bliskim Wschodzie i eksportowanych przez cieśninę ropy, gazu, helu czy siarki najmocniej uzależnione są kraje europejskie i azjatyckie tygrysy, takie jak Korea Południowa czy Japonia - potężne gospodarki pozbawione własnych złóż paliw. Trwający od końca lutego kryzys paliwowy już teraz daje się odczuć w postaci bardzo wysokich cen paliw, konieczności państwowego interwencjonizmu na tym rynku i rosnących kosztów produkcji i transportu. Z każdym kolejnym dniem blokady cieśniny sytuacja staje się jednak coraz większą katastrofą strukturalną, a nie jedynie problemem cenowym, ponieważ wstrzymanie dostaw oznacza kurczenie się zgromadzonych rezerw. Już teraz tę sytuację widać było na giełdach, które marzec zakończyły wyraźnymi spadkami. Jednak dalsza blokada mogłaby skutkować czymś znacznie poważniejszym - światowym krachem i gospodarczą recesją spowodowaną nakręcaniem się zamkniętego koła: inflacji, spadającej konsumpcji, niższych przychodów firm, zwolnień i wycofywaniu przez inwestorów swojego kapitału z giełdy. Zapowiedź odblokowania cieśniny, nawet jeśli tylko tymczasowa, jest więc szansą na oddech dla rynków. Już teraz widać to w gwałtownym spadku ceny ropy, która jeszcze we wtorek kosztowała nawet 111 dolarów za baryłkę, by w środowy poranek kosztować 95 dolarów.
Rozejm nie oznacza, że wracamy do punktu wyjścia
Wiadomość, że nie obudziliśmy się dziś rano w świecie, w którym zmieciono z powierzchni Ziemi jedną z najstarszych ludzkich cywilizacji przynosi ulgę, ale nie oznacza w żadnym razie powrotu do tego, co było dawniej - w miarę przewidywalnej polityki Stanów Zjednoczonych. Ten stan rzeczy narastał wraz z kolejnymi groźbami amerykańskiego prezydenta pod adresem swoich sojuszników z NATO (jak choćby w przypadku sporu o Grenlandię). Jednak to zapowiedzi zniszczenia cywilizacji Persów i cofnięcia jej do "epoki kamienia" sprawiły, że Amerykanie wyszli poza ramy mieszczące się choćby w akceptowalnym na poziomie międzynarodowym sposobie prowadzenia wojen (choć te same w sobie są barbarzyństwem). We wtorek zwrócił na to uwagę również papież Leon XIV, ostro krytykując stosowaną przez Trumpa retorykę gróźb . Dając się namówić Izraelowi na wspólny atak na Iran Amerykanie popełnili błąd, który próbują naprawić jeszcze większym pokazem siły. Jeszcze w sobotę wśród zwolenników polityki Donalda Trumpa dominowało przekonanie, że amerykański prezydent robi to, by wyzwolić Irańczyków spod autorytarnych rządów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Po wtorkowych groźbach prezydenta Stanów Zjednoczonych o unicestwieniu całej perskiej cywilizacji takie argumenty są już nie do obrony.
Przeczytaj też:
(obraz) |
Wojciech Teister
Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego” oraz kierownik działu „Nauka”. W „Gościu” od 2012 r. Studiował historię i teologię. Interesuje się zagadnieniami z zakresu historii, polityki, nauki, teologii i turystyki. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Aletei”, „Stacji7”, „NaTemat.pl”, portalu „Biegigorskie.pl”. W wolnych chwilach organizator biegów górskich.