„Łzy rzeczy” Richarda Rohra. Popularny autor kieruje swój namysł ku prorokom

Koniec końców chodzi zawsze o to, aby połknąć zwój – to zdanie Richarda Rohra powraca jak refren we „Łzach rzeczy”.

Ezechiel otrzymuje zwój pełen „narzekania, wzdychania i biadania”, który zjada. Dopiero wtedy czuje, że lista skarg jest „słodka jak miód”. Podobnie jest z Jeremiaszem. Również Apokalipsa zawiera obraz zjadającego księgę. To poetycki sposób na powiedzenie, że należy przyjąć cały ból świata i całą jego radość. Prorok ma oczy i uszy – on reaguje. Nad ludzkim gniewem rozpościera się jednak miłosierdzie Boga.

Prorocy, jak przekonuje Rohr, pokonują drogę, którą autor nazywa napiętym „łukiem prorockim”. Tym, co przykuwa uwagę przy pierwszej lekturze ksiąg prorockich, jest gniew natchnionego męża, ciągnąca się litania gróźb i wytykania błędów. To długa lista i czasem zajmuje większość księgi, bo czara goryczy przelała się. Jeśli jednak przeczytamy uczciwie całość dzieła, zobaczymy, że gniew ustępuje. Zamiast kary natchnieni mężowie zaczynają głosić miłosierdzie. Prorok na początku swej księgi jest już innym człowiekiem pod jej koniec. Zaszła w nim zmiana. To nie jest kwestia wykrzyczenia się, wyżycia na wspólnocie wiernych. Następuje przejście od myślenia dualistycznego, gdzie rządzi albo-albo, grzech-kara, wszystko albo nic – do myślenia obejmującego wszystkich (a nie wykluczającego niektórych). Rohr świetnie to pokazuje na przykładzie Jezusa: Jego mówienie o końcu jest pozytywne – to obraz uczty, biesiadowania z Bogiem. Taki obraz przyciąga i uzdrawia skuteczniej niż straszenie. Strach nie nawrócił wielu, miłosierdzie tak.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Cielecki