USA proszą Izrael, by się w atakach miarkował.
Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej przeprowadził serię uderzeń na cele w Izraelu oraz bazy USA w Zatoce Perskiej - poinformowały w nocy z wtorku na środę irańskie media. Seria ataków objęła swym zasięgiem Tel Awiw, instalacje w Arabii Saudyjskiej i Kuwejcie, a także szlaki żeglugowe u wybrzeży ZEA.
"Będziemy kontynuować nasze nieustanne ataki z determinacją i siłą, a w dalszym ciągu tej wojny myślimy tylko o całkowitej kapitulacji wroga" - oświadczyła irańska gwardia, informując o użyciu pocisków balistycznych Chorramszahr.
Korpus oświadczył również, że uderzył dwoma pociskami w amerykańską bazę Arifjan w Kuwejcie, o czym poinformowały agencje Fars i Mehr.
Siły Obronne Izraela (IDF) poinformowały o wykryciu kilku salw rakietowych, które uruchomiły syreny w Tel Awiwie i na Zachodnim Brzegu. Pociski zostały przechwycone lub spadły na tereny niezabudowane, nie powodując ofiar. Jak podaje CNN, w odwecie izraelskie myśliwce zaatakowały dolinę Bekaa i budynek mieszkalny w centrum Bejrutu. Media doniosły też o wybuchach w pobliżu lotniska w Teheranie.
Saudyjska obrona powietrzna poinformowała o zneutralizowaniu sześć pocisków lecących w stronę bazy lotniczej Prince Sultan, a władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich wezwały mieszkańców do schronienia się przed atakiem dronów. Kuwejcka Gwardia Narodowa twierdzi, że zestrzeliła osiem dronów.
Chaos pogłębia incydent na morzu - brytyjska organizacja UKMTO doniosła o uszkodzeniu kontenerowca u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich przez "niezidentyfikowany pocisk". Jak dodano, załoga jednostki ocenia skalę zniszczeń.
Z kolei proirańskie milicje w Iraku poinformowały o przeprowadzeniu w ciągu ostatniej doby aż 31 operacji przeciwko siłom amerykańskim, jednak nie ujawniły szczegółów.
***
Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa poprosiła w poniedziałek Izrael, by nie prowadził dalszych ostrzałów obiektów energetycznych w Iranie, przede wszystkim infrastruktury naftowej - poinformował we wtorek serwis Axios, powołując się na trzy źródła.
Władze USA, kierując do Izraela taką prośbę, po raz pierwszy od początku wspólnej operacji przeciwko Iranowi podjęły działania ograniczające stronę izraelską - zauważył Axios.
Według źródła izraelskiego wiadomość od USA została przekazana na wysokim szczeblu politycznym. Otrzymał ją też szef sztabu izraelskiej armii gen. Ejal Zamir.
- USA poprosiły, byśmy informowali ich z wyprzedzeniem o przyszłych uderzeniach na infrastrukturę naftową w Iranie - przekazał z kolei inny izraelski rozmówca Axiosa.
Kolejne źródło przekazało, że administracja Trumpa zwróciła uwagę, iż takie ataki szkodzą irańskiemu społeczeństwu, a duża jego część jest przeciwna reżimowi. Trump chce też współpracować z irańskim sektorem naftowym po zakończeniu wojny, tak jak ma to miejsce w przypadku Wenezueli. Uderzenia mogą również wywołać zmasowane irańskie ataki odwetowe na infrastrukturę energetyczną w krajach Zatoki Perskiej - tłumaczyła administracja.
Jeden z rozmówców powiedział, że Trump postrzega ataki na irańskie obiekty energetyczne i naftowe jako "opcję ostateczną", która może być wykorzystana, gdy Teheran jako pierwszy celowo zaatakuje infrastrukturę naftową w krajach regionu.
Iran zaatakował dronami instalacje energetyczne w Zatoce Perskiej na początku wojny, ale nie spowodował znaczących ani nieodwracalnych szkód. Stany Zjednoczone jednak obawiają się, że nowa runda ataków na irańską infrastrukturę naftową mogłaby spowodować dalszy wzrost cen ropy.
Izraelskie lotnictwo zbombardowało w sobotę irańskie magazyny paliw, co spowodowało m.in. ogromne pożary w Teheranie. Miasto zostało zasnute ciemnym dymem, a płomienie były widoczne z odległości wielu kilometrów.
W poniedziałek Axios napisał, że izraelskie naloty na magazyny paliw wywołały pierwszy poważny rozdźwięk między Izraelem a USA w trakcie wojny z Iranem. Ataki były większe, niż spodziewał się tego Waszyngton - zaznaczył serwis.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska