Skąd ten człowiek brał siły? Przejął się słowami Jezusa: „Dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze” i wędrował od miasta do miasta. To zdumiewające, bo przecież był już bardzo słaby i schorowany. Prócz choroby oczu dokuczała mu puchlina wodna, miewał też częste krwotoki. Wzdrygam się, gdy czytam o metodach, jakimi kurowali go bracia. Lekarze z San Fabiano leczyli go… przebijając mu uszy. Chory na oczy Franciszek poddał się też zabiegowi kauteryzacji – bracia przykładali mu do skroni rozpalone żelazo. Zniósł próbę „brata ognia” niezwykle mężnie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








