Co takiego miał w sobie Franciszek, że 800 lat temu poszły za nim tysiące mężczyzn? Jaka ponadczasowa moc drzemie w jego słowach i postawie, że wciąż chcą go naśladować tłumy mężczyzn i kobiet żyjących duchowością franciszkańską w zakonach oraz w świecie jako tercjarze?
Jest 3 października 1226 roku. Bardzo schorowany Franciszek umiera w Porcjunkuli. Są przy nim lekarz i bracia. Jeden z nich odczytuje fragment opisu męki Chrystusa z Ewangelii wg św. Jana. Franciszek chce odchodzić z tego świata najuboższy, dlatego prosi, aby bracia zdjęli z niego ubranie i położyli go na gołej ziemi. Wtedy towarzysze po raz pierwszy dostrzegają stygmaty, tak skrzętnie wcześniej ukrywane. W chwili śmierci towarzyszą Franciszkowi słowa „Pieśni słonecznej”, o której ktoś powiedział, że jest najradośniejszą modlitwą, jaką zna świat, wychwalającą Boga za dobrodziejstwa, których udziela człowiekowi, a więc wydawałoby się, że zupełnie niepasującej do tej okoliczności. Zdziwionemu bratu Eliaszowi mówi: „Pozwól mi radować się w Panu i chwalić Go w mojej chorobie, bo dzięki Duchowi Świętemu jestem tak zjednoczony z moim Panem, że przez Jego miłosierdzie wolno mi weselić się w Najwyższym”. Pobożna legenda mówi, że gdy z tego świata odchodził ten, który szanował wszelkie stworzenie ze względu na Stwórcę, nad Porcjunkulą krążyło stado jaskółek.
800 lat później papież Leon XIV ogłasza w Kościele Rok św. Franciszka. A franciszkanie postanawiają wystawić doczesne szczątki założyciela swojego zakonu na widok publiczny i zaprosić jego czcicieli do ich uczczenia. Na to zaproszenie odpowiadają setki tysięcy osób. Każdego dnia tłumy pielgrzymów w skupieniu, z modlitwą w sercach przesuwają się przed szklaną urną zawierającą kości Franciszka, wystawioną w asyskiej bazylice.
Co ich tu przywiodło? Co takiego miał w sobie Franciszek, że 800 lat temu poszły za nim tysiące mężczyzn? Jaka ponadczasowa moc drzemie w jego słowach i postawie, że wciąż chcą go naśladować tłumy mężczyzn i kobiet żyjących duchowością franciszkańską w zakonach oraz w świecie jako tercjarze? Próbę odpowiedzi na te pytania znajdziecie, drodzy Czytelnicy, w niniejszym numerze „Gościa Extra”. Spotkacie zapatrzonego w Chrystusa mistyka – Tomasz z Celano pisał, że Franciszek nie był tylko osobą modlącą się, ale sam stał się modlitwą. I stygmatyka gotowego przelać krew dla Chrystusa, który bardzo kochał Kościół takim, jakim on był – z kryzysami i grzechami jego członków. Tak, św. Franciszek z Asyżu to z pewnością doskonały patron Kościoła naszych niespokojnych czasów. Dlatego i dziś warto wzywać jego wstawiennictwa. Jak Jan Paweł II prawie 50 lat temu. Krótko po wyborze na papieża – w listopadzie 1978 roku – w Asyżu modlił się: „Pomóż nam, św. Franciszku z Asyżu, przybliżyć Kościołowi i współczesnemu światu Chrystusa. Ty, który w Twoim sercu nosiłeś sprawy swoich czasów, pomóż nam sercem bliskim sercu Odkupiciela objąć zmienne koleje życia ludzi naszych czasów, trudne problemy społeczne, ekonomiczne, polityczne, problemy kultury i współczesnej cywilizacji, wszystkie cierpienia dzisiejszego człowieka, jego wątpliwości i negacje, jego ucieczki i niepokoje. Pomóż nam to wszystko przetłumaczyć na prosty i owocny język Ewangelii. Pomóż wszystko rozwiązać na podstawie Ewangelii, aby Chrystus mógł być dla człowieka naszych czasów Drogą, Prawdą i Życiem”. Na koniec dodał: „Zawsze spieszyłeś z pomocą tym, którzy do Ciebie się zwrócili”. Ja również głęboko wierzę, że zapatrzony w Chrystusa Ukrzyżowanego mistyk i stygmatyk, który pokorę i ubóstwo uczynił swoim bogactwem, pospieszy z pomocą zwracającym się do niego ludziom niespokojnego XXI wieku.
Wiesława Dąbrowska-Macura
Zastępca redaktora naczelnego, sekretarz redakcji „Gościa Niedzielnego”, doktor teologii. W „Gościu Niedzielnym” pracuje od 1992 roku, w większości na stanowisku sekretarza redakcji.