W. Brytania: nie przyłączymy się do wojny, w której nie ma planu

Dla jego rządu priorytetem jest bezpieczeństwo obywateli.

Brytyjski premier Keir Starmer oświadczył w środę, że Wielka Brytania nie przyłączy się do wojny, w której nie ma planu, a dla jego rządu priorytetem jest bezpieczeństwo obywateli. Poinformował o następnych planowanych lotach ewakuacyjnych z Bliskiego Wschodu.

- Tym, na co nie byłem gotowy w sobotę, jest to, by Wielka Brytania przystąpiła do wojny, chyba że miałbym pewność, że istnieje ku temu podstawa prawna i realny, przemyślany plan. To pozostaje moim stanowiskiem - powiedział Starmer w Izbie Gmin, odpowiadając na zarzut liderki opozycji Kemi Badenoch, że nie był gotów zezwolić brytyjskim siłom zbrojnym na udziału w amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi.

Starmer powiedział, że "priorytetem numer jeden" jest dla niego ochrona brytyjskich obywateli, dlatego też zatwierdził działania obronne po ataku Iranu na bazy Królewskich Sił Powietrznych (RAF) na Cyprze i w Bahrajnie. - Musimy zatem działać w sposób jasny, celowy i z chłodną głową - przekonywał.

Poinformował, że rząd organizuje loty czarterowe dla Brytyjczyków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie po rozpoczęciu wojny. Pierwszy z samolotów wyruszy z Omanu jeszcze w środę wieczorem, a dwa kolejne w najbliższych dniach. Przekazał też, że we wtorek ponad tysiąc obywateli brytyjskich wróciło lotami komercyjnymi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a kolejne osiem lotów z tego kraju do Wielkiej Brytanii zaplanowano na środę.

Brytyjski premier został zapytany też o krytykę ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który poprzedniego dnia powiedział, że "Starmer nie jest Winstonem Churchillem", a specjalne stosunki między USA a Wielką Brytanią nie są już takie, jakie były w przeszłości.

- Amerykańskie samoloty operują z brytyjskich baz. To są specjalne stosunki w działaniu. Brytyjskie samoloty zestrzeliwują drony i pociski, aby chronić życie Amerykanów na Bliskim Wschodzie w naszych wspólnych bazach. To są specjalne stosunki w działaniu. Codzienne dzielenie się informacjami wywiadowczymi, aby zapewnić bezpieczeństwo naszych obywateli. To są specjalne stosunki w działaniu - przekonywał brytyjski premier.

***

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział w środę, że solidaryzuje się z premierem Hiszpanii Pedro Sanchezem w obliczu gróźb handlowych ze strony USA. Prezydent Donald Trump ogłosił we wtorek, że zrywa stosunki handlowe z Hiszpanią.

Pałac Elizejski poinformował w środę, że Macron "rozmawiał z Sanchezem, by wyrazić europejską solidarność Francji w odpowiedzi na niedawne groźby nacisków gospodarczych wobec Hiszpanii".

We wtorek, podczas spotkania z kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem w Waszyngtonie, Trump poinformował, że w reakcji na zbyt niskie nakłady na obronność (Hiszpania obstaje przy 2,1 proc. PKB na ten cel, podczas gdy USA chcą, by każdy kraj NATO przeznaczał na obronność 5 proc. PKB) oraz zakaz korzystania z hiszpańskich baz wojskowych podczas operacji wymierzonej w Iran, zamierza "zerwać cały handel z Hiszpanią".

- Nie chcemy mieć niczego do czynienia z Hiszpanią - stwierdził we wtorek prezydent USA. Dzień wcześniej szefowa hiszpańskiego resortu obrony Margarita Robles poinformowała, że podczas amerykańsko-izraelskiej operacji przeciwko Iranowi bazy wojskowe na południu Hiszpanii nie udzielają pomocy armii USA.

Po sobotnim ataku USA i Izraela na Iran premier Hiszpanii nazwał tę operację "jednostronną akcją militarną", którą jego kraj odrzuca.

***

 Rząd w Madrycie "jest zaskoczony" brakiem solidarności ze strony kanclerza Niemiec Friedricha Merza w obliczu gróźb prezydenta USA Donalda Trumpa podczas spotkania polityków w Waszyngtonie - powiedział w środę minister spraw zagranicznych Hiszpanii Jose Manuel Albares.

W odpowiedzi na krytykę Trumpa, który zarzucił Hiszpanii m.in. niskie wydatki na obronność, Merz powiedział, że rząd w Madrycie potrzebuje "przekonujących argumentów" w tej sprawie. Hiszpania jako jedyne państwo w NATO sprzeciwia się przekazywaniu na zbrojenia równowartości 5 proc. PKB, twierdząc, że do zrealizowania celów sojuszniczych wystarczą wydatki na poziomie 2,1 proc.

- Nie wyobrażam sobie, aby (była) kanclerz (Niemiec Angela) Merkel lub (były kanclerz Niemiec Olaf) Scholz wygłosili takie uwagi - powiedział Albares w wywiadzie dla państwowej stacji telewizyjnej TVE.

- Kiedy dzielimy z innym krajem wspólną walutę, politykę handlową, rynek, oczekujemy takiej samej solidarności, jaką Hiszpania wykazała się np. wobec Danii, gdy pojawiły się groźby nałożenia ceł w związku ze sprawą Grenlandii (do której roszczenia zgłaszał Trump - PAP). Albo solidarność, jaką Hiszpania okazuje krajom ze wschodniej flanki - dodał polityk.

Podczas spotkania z Merzem w Białym Domu we wtorek Trump oświadczył, że USA zrywają stosunki handlowe z Hiszpanią. Jak zaznaczył, Hiszpania nie zwiększyła wydatków na obronność do 5 proc. PKB, jak inne państwa NATO, a ostatnio odmówiła USA wykorzystania swoich baz wojskowych na południu kraju do działań na Bliskim Wschodzie.

Z Madrytu Marcin Furdyna 

« 1 »