Trwa kolejna po 1989 roku reforma szpitalnictwa – i jak każda wcześniejsza ujawnia kondycję państwa: jego sprawczość, zdolność do podejmowania trudnych decyzji, a nawet etyczne fundamenty. Aby sensownie reformować system, trzeba ustalić, gdzie w hierarchii zadań państwa znajduje się służba zdrowia; czy jest ważniejsza niż edukacja, obronność, bezpieczeństwo energetyczne.
Na poziomie lokalnym ten konflikt wartości – dobro pacjenta czy dobro wspólne – widać w sporze o sens utrzymywania mniejszych szpitali w znacznej części powiatowych lub dublujących się w większych miastach. W pierwszym tygodniu lutego miano zamknąć 18 oddziałów położniczych. Czy wszystkie zasadnie? Wątpliwości należy tłumaczyć na rzecz dalszego istnienia oddziału, gdyż jego zamknięcie jest krokiem trudno odwracalnym. Ale od krytyków zmniejszania liczby szpitali należy wymagać odniesienia się do faktów. Na przykład czy etyczne jest odbieranie środków finansowych innym dziedzinom medycyny szpitalnej na rzecz utrzymania położnictwa w dotychczasowym kształcie? Jaki jest sens utrzymywania oddziałów o mniejszej liczbie porodów niż ok. 500 rocznie, gdzie lekarze nie mają wystarczającej praktyki, by radzić sobie z niektórymi powikłaniami, co jest źródłem ryzyka dla kobiet i dzieci? Każda z dziedzin medycznych, nie tylko położnictwo, ma taki swój punkt krytyczny. Czy broniliby porodówki, która odbierała 112 porodów rocznie, a jednego miesiąca zdarzyło się że dwa (!) porody? Utrzymanie oddziałów położniczego i noworodkowego kosztowało ponad 5 mln zł rocznie, podczas gdy naprawdę obciążone oddziały – interna czy ortopedia – były dramatycznie niedofinansowane. Dylemat jest więc realny: czy lepszy jest „własny”, ale słaby szpital, czy większy i bezpieczniejszy, choć oddalony?
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
Piotr Ciompa