Długotrwałe niedobory energii elektrycznej pozbawiły kilkadziesiąt gmin także dostaw wody pitnej.
Pogłębiające się niedobory paliw na Kubie prowadzą do rekordowo długich przerw w dostawach energii elektrycznej w wielu miastach - poinformowało w poniedziałek Radio Marti. Prądu brakuje nieustannie w wielu miejscach już przez 48 godzin.
Niezależna rozgłośnia podkreśliła, że najtrudniejsza sytuacja panuje w miastach zachodniej części wyspy, a szczególnie w Jaguey Grande oraz Cardenas, położonych w prowincji Matanzas Colon.
Długotrwałe niedobory energii elektrycznej pozbawiły kilkadziesiąt gmin także dostaw wody pitnej. W tym wypadku przerwy wynoszą od 30 do nawet 48 godzin.
- W Colonie przerwy w dostawach prądu trwają przez ponad 40 godzin. Następnie energia jest przywracana na godzinę lub dwie, aby następnie ponownie została wyłączona na długo - przekazał jeden z cytowanych przez rozgłośnię mieszkańców prowincji Matanzas.
Pogłębiający się kryzys energetyczny na Kubie to w dużej mierze efekt trudnej sytuacji powstałej po 3 stycznia, kiedy wojska USA obaliły przywódcę Wenezueli Nicolasa Maduro.
Do tego czasu władze w Caracas były największym dostawcą ropy na Kubę, ale po przewiezieniu Maduro do Nowego Jorku, gdzie toczy się jego proces, wstrzymały transporty surowca. Wkrótce potem wstrzymanie dostaw ropy na Kubę ogłosił Meksyk.
Od redakcji Wiara.pl
Wyjaśnijmy: Meksyk nie zaprzestał dostaw ropy ot, tak sobie. Obawia się, że grożą mu restrykcje ze strony USA. To właśnie ten ostatni kraj winien jest temu, co w kwestii energii dzieje się na Kubie. Chodzi teoretyczni o uderzenie we władze, w praktyce cierpią zwykli obywatele, bo rząd, wiadomo, zawsze się wyżywi. Zresztą różne amerykańskie restrykcje związane w relacją z Kubą trwają już ponad pół wieku i do zmiany władzy nie doprowadziły...